KIEDY MILCZENIE JEST PRZECIWIEŃSTWEM MIŁOŚCI

Jak często mijamy obojętnie osoby spotykane na ulicy? Nie zwracamy uwagi na ludzi, a ich zachowania nas nie angażują, ponieważ ich nie znamy. Wybiórczo zwracamy na nich uwagę. Bezradność? obojętność? zachowanie własnego komfortu życia? uszanowanie cudzej prywatności? Naszym życiem kierują lęki, może dlatego w Biblii trzysta sześćdziesiąt pięć razy czytamy: „Nie lękajcie się”. Strach zaczyna przejawiać się w postaci ukrytej pokory: nie mieszać się w prywatne życie innych. Własna bezradność rodzi wycofanie i milczenie. Jakże się to zmienia, gdy dotyczy bliskiej osoby, członka rodziny, przyjaciela, znajomego. Gdy chodzi o uzależnienie kogoś nam drogiego, prosimy, straszymy, błagamy, modlimy się, szukamy sposobu, by „nie pił”…

Czas mówienia

 

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem – mówi popularne porzekadło. Nasze chrześcijańskie życie inspiruje jednak słowo Boże. A w Biblii czytamy: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest […] czas milczenia i czas mówienia” (Koh 3,1-2.7b).

 

W przypadku uzależnień – od alkoholu, narkotyków, Internetu, pornografii, hazardu, pracy – milczenie nie jest objawem mądrości i miłości, ale lęku lub obojętności wobec innych. Osoba uzależniona popada w niewolę, szukając ulgi i odprężenia od stresu czy trudnych sytuacji. To stan chorobowy. Milczenie wobec widocznych objawów tego stanu prowadzi u osób uzależnionych do pogłębienia choroby, izolacji i bezradności. W tym przypadku milczenie nie jest też znakiem szacunku i wyrozumiałości, ale często strachu przed reakcją kogoś bliskiego, przed utratą zaufania i bezradnością. Boimy się, „jak zareaguje”.

 

Kohelet mówi o czasie mówienia. Bliskość z innymi, rozmowa, wzajemne dzielenie się życiem i przeżyciami pomaga w szczerości rozmowy. Uzależnienia często pojawiają się bowiem jako środek na samotność, odrzucenie i brak relacji. To swoiste szukanie „ulgi emocjonalnej” w codziennym życiu i sposób na zapełnienie pustki. Dlatego najlepszą profilaktyką uzależnień jest pielęgnowanie więzi i bliskości z innymi. Gdy ktoś z naszego kręgu przeżywa kryzys i widzimy niepokojące objawy występujące przy uzależnieniach, to dla nas wyzwanie, by budować więź z tą osobą. Ważne staje się zbliżenie, nawet jeśli to nasz domownik i wydaje się, że jest blisko. Potępianie, apele i nawoływania do zmiany życia nie działają, wręcz pogłębiają kryzys.

 

Aby mówić, trzeba wiedzieć, co i w jaki sposób mówić. Niezbędna jest więc wiedza o uzależnieniach. Wiedza, którą można zdobyć. Warto przeczytać na przykład artykuł doktora nauk medycznych Bohdana T. Woronowicza pt. Co zrobić, żeby on nie pił? (ogólnie dostępny w Internecie). Taka wiedza przydatna jest przy każdym rodzaju uzależnienia.

 

Szukać, zachęcać, inspirować

 

Buduję więź, bo zależy mi na innej osobie, jest mi bliska i dlatego nieobojętna. Uczę się, jak rozmawiać ze względu na nią, by jej pomóc. Tu milczenie szkodzi i nie jest przejawem miłości. Mówić z miłością to towarzyszyć drugiemu. Rozmawiać o terapii, leczeniu, wspólnocie z innymi uzależnionymi – anonimowymi alkoholikami, hazardzistami, narkomanami… Sam nikt sobie nie poradzi. Tylko wspólnota z innymi staje się drogą do wolności. Mówić, nie potępiając i nie moralizując, bez stawiania niewykonalnych żądań – to nie jest cecha wrodzona, ale zdolność nabyta.

 

Ja uczę się tego, czytając Biblię, na przykład od Barnaby. To on inspirował Szawła z Tarsu, by stał się św. Pawłem. Dzieje Apostolskie mówią, że był lewitą rodem z Cypru i miał na imię Józef, ale apostołowie nazywali go Barnabą, co można przetłumaczyć jako „Syn Zachęty”… (por. Dz 4,36). „Udał się też do Tarsu, aby odszukać Szawła. A kiedy [go] znalazł, przyprowadził do Antiochii i przez cały rok pracowali razem w Kościele, nauczając wielką rzeszę ludzi. W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami” (Dz 11,25-26). Barnaba zachęcał, szukał, inspirował, towarzyszył. Naśladował Jezusa i odbijał Jego osobowość w inspirowanych ludziach.

Relacja z Jezusem zmienia nas i otwiera na innych, byśmy ich „szukali” i towarzyszyli im w przemianie. Dlatego proponuję pogłębianie więzi z Bogiem, by stać się „synem zachęty” dla innych. Zachęcamy słowem i naszą życiową postawą. Życie skupione na Jezusie sprawiło, że wierzących nazwano „chrześcijanami” – dosłownie „Christianami”. To słowa zachęty doprowadzają osobę uzależnioną do doświadczenia cudu, czyli podjęcia terapii i uczestnictwa w grupie wsparcia. Pobożność nie zastąpi terapii. Pobożność prowadzi do dzielenia się życiem z innymi w grupie i do wzajemnego wspierania się.

 

Barnaba szukał Szawła i poprzez mowę zmieniał jego życie. Każdy z nas może stać się dla innych Barnabą – „synem zachęty”. To proces, który trwa przez całe życie. Otwarcie się na innych, miłość, a nie obojętność i wycofanie się. Milczenie i przyzwolenie na powolną degradację poprzez uzależnienie kogoś, kogo znam i kto jest mi bliski, oznacza brak miłości bliźniego. Mówić to nie instruować, nie wytykać, nie oceniać, nie stawiać diagnoz, ale być wsparciem. Rzucać wyzwanie, a nie zapewniać komfort picia czy życia w uzależnieniu. Poprzez rozmowę chcę szukać zagubionych.

 

Słuchać, nie oceniać, nie radzić

 

Pismo Święte mówi: „Plotka bywa jak pchnięcie mieczem, a język mądrych staje się lekarstwem” (Prz 12,18). Winniśmy uczyć się mówić, inspirować i zachęcać, rzucać wyzwania i towarzyszyć innym, ale też słuchać. Osoba uzależniona to ktoś bliski i cierpiący, ale bywa też dobrym nauczycielem i mentorem. Uczy, że pomagać to przede wszystkim słuchać, nie oceniać i nie radzić.

 

Apostoł Paweł przestrzega: „Bracia, a gdyby komuś przydarzył się jakiś upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie. Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,1-2). To zachęta, by słowami budzić w innych odwagę i śmiałość, gdy ich brakuje. W zniechęceniu biblijne przykłady postaci inspirujących innych mogą nam pomóc, by nie pozostawiać bliskich uzależnionych, ale towarzyszyć im i stawać się akuszerem ich trzeźwości.

 

Uzależnienie bliskiej nam osoby to też wyzwanie, by odkryć siebie i relacje z innymi. Nałóg nie jest wyłącznie problemem danej osoby, ale także jej otoczenia. Żyjemy w upadłym świecie i sami jesteśmy upadli, dlatego spotykają nas rzeczy, na które nie zasługujemy. Nikt nie jest winny i jednocześnie winę ponosimy wszyscy. Brak relacji i niehigieniczny tryb życia to suma złych nawyków i tempa życia. Zatrzymajmy się, rozmawiajmy, żyjmy wolniej, cieszmy się Bogiem i Jego Słowem, świętujmy Jego obecność.

 

Dla bliskich osób uzależnionych cenne będzie trwanie we wspólnocie Al-Anon. Rozmowa z osobami, które mają podobne doświadczenia, bywa inspirująca, ale największym odkryciem jest poznawanie „Programu 12 kroków” – to pomaga w przemianie i towarzyszeniu bliskim uzależnionym, w stawaniu się lepszymi ludźmi, niesie też uzdrowienie. Ważne jest mówienie i budowanie relacji z innymi tak, by uzależniony brał odpowiedzialność za własne życie, motywowanie do terapii i uczestnictwa w grupie wsparcia, dawanie nadziei, a nie ferowanie wyroków.

 

Podstawa to uczyć się żyć własnym życiem i doceniać każdą chwilę. By to osiągnąć, potrzeba czasu i grupy wsparcia. Nikt z nas nie rodzi się idealny. Stajemy się arcydziełem w rękach Pana. To proces, któremu nie ma końca: „Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

 

Czas milczenia

 

Obecność osoby uzależnionej w naszym otoczeniu stanowi wyzwanie dla nas, by się zmieniać. Wspierać poprzez własną abstynencję – nie proponować alkoholu, nie rozmawiać o nim. Milczenie w tym wypadku to przejaw miłości bliźniego. Rezygnuję z alkoholu ze względu na innych. Wspieram poprzez dobrowolną własną abstynencję. Mogę wspierać trzeźwiejącego alkoholika albo oceniać i krytykować. Pomagać albo szkodzić. Tu jest czas na milczenie.

 

Osoba, która podjęła terapię, uczęszcza na mityngi, zmienia się, trzeźwieje. Uczy się życia na nowo. Doświadcza nawrócenia i oddaje swoją wolę Bogu, który przebacza grzechy i odnawia życie człowieka. Trzeźwiejący alkoholik ocenia swoją przeszłość. Próbuje wynagrodzić szkody, które wyrządził innym, odzyskuje utracony czas, ponieważ otrzymał drugą szansę. Zmienia życie i krąg osób, którymi się wcześniej otaczał. Odkrywa nowe pasje i zainteresowania. Odcina się od przeszłości. Zmienia życie i inaczej wykorzystuje czas. Ten proces można oprzeć na słowach św. Pawła: „Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę, w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,13-14).

 

Osoba uzależniona uczy się wyznawać swoje grzechy Bogu i tym, przeciw którym zawiniła. Na tym etapie uzależniony oczekuje od bliskich milczenia. Tego, by nie wspominać, nie wypominać, nie wracać do przeszłości. Przebaczać i zapominać. Budować teraźniejszość i przyszłość. Bez żywej więzi z Bogiem jest to niemożliwe. Trzeźwienie to zmiana sposobu myślenia. Dotyczy ona dwóch stron: osoby uzależnionej i współuzależnionej.

 

Trzeźwienie to trzeźwe myśli. Czytanie i medytowanie Słowa Bożego staje się środkiem do budowania pogody ducha. Zapominam przeszłość, aby budować przyszłość. Teraz milczenie o przeszłości to „złoto”. Nie przychodzi ono łatwo. Uczę się tego, bo kocham. To proces. Milczenie pomaga w pokonaniu pojawiających się wyrzutów sumienia, mimo przebaczenia. To wymaga czasu. Najlepiej wtedy milczeć o przeszłości, a słowami inspirować i dawać nadzieję. Budzenie poczucia winy poprzez przypominanie przeszłości dla osoby uzależnionej może zakończyć się powrotem do uzależniania. Bliscy osoby uzależnionej dlatego, że ją kochają, same gotowe są na terapię i poznawanie nowych zachowań.

 

Środowiskiem uczenia się tego jest dla bliskich osób z nałogiem grupa wsparcia, która pokazuje, jak wspierać tych, których kochamy. Ważne jest dostrzeganie zmian zachodzących w osobach uzależnionych. Buduje je i budzi w nich entuzjazm, kiedy podziwiamy zachodzące w ich życiu zmiany. To sprawia, że nabierają wiatru w żagle. Nikt przecież nie jest idealny. Jesteśmy w trakcie budowy. Święty Paweł nazywa nas „uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą” (1 Kor 3,9). Fakt, że jestem w trakcie przemian, pomaga mi patrzeć z nadzieją na moje grzechy i upadki. Pomaga też zachęcać innych.

 

Bez słów ostrych jak nóż

 

Bywa jednak, że mimo zmiany życia osoba uzależniona słyszy „wypominanie” poprzedniego stylu życia. Nie znajduje wsparcia i zrozumienia. Często słyszy natomiast wymówki i pretensje. Zamiast milczenia – padają słowa ostre jak nóż. Niszczy to poczucie własnej wartości. Przeszkadza w trzeźwieniu. Budzi chęć powrotu do praktykowania uzależnienia. Bliscy mogą być nawet nieświadomi tego. W pamięci tkwią grzechy i zaniedbania, stracony czas, a przypominanie tego jedynie eskaluje zło. Wstyd i poczucie winy to wyzwalacze głodu. Osoba uzależniona nieświadomie zaczyna szukać pociechy w tym, co kiedyś robiła, będąc zniewoloną.

 

Co może zrobić wówczas trzeźwiejący alkoholik?

 

Po pierwsze: winien uświadomić to bliskim. Trudniej to zrobić, jeśli bliscy nie uczestniczą w terapii i mają znikomą wiedzę na temat choroby alkoholowej. Ważne, by w sposób asertywny podkreślać: „To, co mówisz, niszczy moją trzeźwość”. Jako duszpasterz uświadamiam drugą stronę o jej roli w trzeźwieniu. Wszyscy musimy często sobie to przypominać. Po drugie: trzeźwiejący alkoholik buduje swoje poczucie własnej wartości na trzeźwych myślach, które codziennie medytuje. Słowo Boże budzi radość i poczucie własnej wartości. Najważniejsze to, co Bóg o mnie myśli. Jak wyglądam w Jego oczach. Jakim mnie chce uczynić. Czy bliscy są tego świadomi? Na tym polu toczy się niewidzialna wojna.

 

Milczenie i rozmowa to arsenał, który chcę mądrze wykorzystać. Dlatego wciąż jeszcze się tego uczę.

Robert Krzywicki MIC

Życie Duchowe WIOSNA 94/2018