Pielgrzymowanie to rud wzbogacający duszę

Pielgrzymowanie jest trudem, które wzbogaca duszę człowieka, bo pozwala spotkać się z Bogiem poprzez wspólną drogę, modlitwę i ofiarne pomaganie sobie – powiedział w wywiadzie dla PAP franciszkanin i psycholog religii o. dr Mirosław Paweł Bartos z Niepokalanowa.

Czy pielgrzymka, przejście kilkuset kilometrów na piechotę do świętych miejsc np. do Częstochowy lub Niepokalanowa, Kalwarii Zebrzydowskiej lub Lichenia może zmienić człowieka?

O. dr Mirosław Bartos: Pielgrzymka wiąże się z trudem. Wiemy, że odbywa się przy różnej pogodzie, w gorącym słońcu, ale i nierzadko w deszczu. Pielgrzym dźwiga ze sobą bagaż i musi przejść wiele kilometrów. To wysiłek fizyczny, ale oprócz tego jest rozwój duchowy, tak istotny dla pielgrzymowania. I właśnie realizacja duchowego celu podczas pielgrzymki może istotnie zmienić człowieka. Może on doświadczyć obecności Boga, zwłaszcza, że idzie z innymi osobami, w grupie, w atmosferze wspierającej się wspólnoty.

Pielgrzymka może być samotna, ale jednak to bycie razem, we wspólnocie, pozwala dobrze ją przeżyć. W grupie pielgrzymkowej intencje często się łączą, jak gdyby kumulują i wpływają na to, że rzeczywiście pielgrzym może doświadczyć czegoś dobrego i pięknego. Wierzący mogą pogłębić swoją wiarę, a niewierzący, choć w pielgrzymkach uczestniczą głównie ludzie religijni, mogą się nawet nawrócić. Podczas jednej z pielgrzymek matka poszła dla córki, i choć religijnie była oziębłą osobą, ta droga, to przejście do miejsca kultu religijnego, całkowicie zmieniło jej życie.

Wspólnota pomaga?

M.B.: Wspólnota powstająca podczas pielgrzymki, pomaga w głębszym jej przeżywaniu. To na pewno. Proszę zwrócić uwagę, że wówczas ludzie stają się ofiarni, silniejsi pomagają słabszym. Wszyscy muszą znieść wspólny trud i mają wspólny cel, do którego zmierzają. Wspólne też jest hasło pielgrzymki. Pamiętam dziewczynę, która pielgrzymując, była już tak zmęczona, miała tak obolałe nogi, skarżyła się na zakwasy, że była bliska poddania się. Jednak to właśnie inni ludzie, jej koleżanki, ich zapał, ich konkretna pomoc w postaci masażu, pomogły jej pokonać zmęczenie, dojść do celu i mieć z tego ogromną satysfakcję. Dziewczyna ta szła niemal ze łzami w oczach, w których na koniec można było zobaczyć radość.

Co jest istotą pielgrzymowania? Jego religijnym sensem? Co jest najczęstszym motywem podjęcia trudu pielgrzymowania? Dlaczego ludzie pielgrzymują?

M.B.: Różnie to bywa. Na dobrą sprawę w tej sprawie warto byłoby zrobić badania, ale ludzie wędrują do Boga z różnych powodów. Ktoś idzie, bo chce mu podziękować. W tamtym roku pewne młode małżeństwo chciało podziękować za to, że udało im się ze sobą poznać i że są ze sobą szczęśliwi. Ktoś idzie z prośbą i tak np. inni narzeczeni chcieli, by Bóg pomógł im być ze sobą razem, by wszystko im się we wspólnym życiu poukładało.

Nastawienie jest różne, ale to, co w pielgrzymowaniu jest najważniejsze, to ten trud. Tu trzeba iść i ten wysiłek złożyć w ofierze. A ta ofiara jest ich własnym wkładem w podziękowaniu Bogu lub w złożeniu wobec niego prośby. To w efekcie pozwala pielgrzymom być bliżej Stwórcy.

Czy pielgrzymowanie można uznać za bardziej tradycyjną, „grupową” formę religijności, czy też może być postrzegane jako indywidualne doświadczenie chrześcijanina?

M.B.: Tutaj nie szukałbym przeciwstawień, opozycji między jednym a drugim. Pielgrzymki odbywają się na całym świecie m.in. w Hiszpanii, we Włoszech czy w Ameryce Południowej. Owszem w Polsce są one może bardziej spektakularne, gdzie do przejścia jest często kilkaset kilometrów, które trzeba pokonać w wielodniowym marszu, ale także w innych krajach się one odbywają i dają ludziom nadzieję. To oznacza, że potrzeba bycia razem w pielgrzymowaniu jest wszędzie, jest powszechna dla człowieka, który jest istotą społeczną. I pielgrzymka pozwala ludziom zrealizować ważną dla nich potrzebę, nie tylko religijną, ale właśnie związaną z byciem razem. Kościół to my, a nie indywidualne ja.

Czy pielgrzymka może pomóc ludziom zrezygnowanym, niezadowolonym z życia, czy nawet wątpiącym w istnienie Boga?

M.B.: Z pewnością pielgrzymowanie może pomóc tym, którzy Boga poszukują. To dla nich mogłoby być dobre miejsce i pożyteczny czas. Wówczas Boga można odnaleźć w drugim człowieku, obserwując go i widząc – jak idzie, jak się modli, jak rozmawia. Podobnie z ludźmi, którzy przeżywają w swoim życiu kryzys, trudności. Im również pielgrzymka może pomóc, bo to jest czas zastanowienia się nad sobą, gdzie Bóg, dzięki modlitwom, może działać ze zdwojoną siłą. Pielgrzymka może okazać się także dobrą terapią.

Jak ojciec wspomina własne pielgrzymki?

M.B.: W młodości byłem trzy razy na Jasnej Górze w Częstochowie, jeszcze jako kleryk. Pielgrzymowanie przyjmowałem z entuzjazmem. Dawało mi radość, że można iść razem, wspólnie modlić się. Widziałem jak inne osoby ponosiły trud po to, aby nie tylko dojść, ale także zrealizować swój pomysł na życie, przeżywać własną religijność i ją pogłębiać, a pielgrzymowanie im w tym pomagało.

Deon.pl
PAP / ad