Ciasne drzwi

Ilu ludzi się zbawi?

Chciałbym z wami dzisiaj spojrzeć na ten tekst Ewangeliczny z innej niż dotychczas perspektywy, a mianowicie z perspektywy człowieka doświadczonego śmiercią bliskiej mu osoby. Z racji mojej kapłańskiej służby niejednokrotnie towarzyszę moim parafianom w ich ostatniej ziemskiej drodze razem z ich najbliższym. Jak to w takich sytuacjach bywa towarzyszy temu wiele ludzkiego bólu, łez, tęsknoty za tymi, którzy odeszli. Czasami jest to dla tych ludzi życiowa tragedia. i wówczas padają słowa: On mógł jeszcze żyć, Ona była jeszcze taka młoda itp. Co im w takiej chwili powiedzieć? Jak im dodać otuchy? Czy ci ludzie usłyszą słowa kapłana?

Tak! Bardzo dobrze usłyszą, są bardzo tych słów spragnieni. Są także bardzo wyczuleni na to, co ksiądz powiedział o zmarłym i jak się zachował. A w tych chwilach możemy im powiedzieć więcej, niż myślimy. Krótki tekst dzisiejszej Ewangelii daje nam bardzo wiele wiadomości o zbawieniu i właśnie o tym, ludziom pogrążonym w żałobie, należy mówić. Ewangelia zaczyna się od pytania, które w czasach Jezusa musiało bardzo nurtować Jemu współczesnych: Ilu ludzi się zbawi? Jest to problem, który stawia sobie człowiek towarzyszący Jezusowi, choć inaczej go formułuje – Czy tylko nieliczni będą zbawieni? Jezus nie udziela prostej odpowiedzi, nie mówi jak świadkowie Jehowy, że 144 tysiące pójdzie do nieba, ani też jak wielu będzie potępionych w piekle, stawia sprawę zupełnie inaczej. Najpierw potwierdza możliwość zbawienia, ale równocześnie, gdzie indziej przenosi punkt ciężkości. Zdaje się mówić: Nieważne jak wielu będzie zbawionych, ważne abyś Ty był zbawiony.

Śmierć jest początkiem nowego

Odpowiedź Jezusa ma jeszcze inny wydźwięk. Jezus odrzuca nacjonalizm żydowski i wyraźnie mówi o tym, że nie wszyscy Żydzi będą zbawieni oraz że będzie to szczególny powód ich udręki, kiedy będą widzieć ludzi z innych narodów radujących się wspólnie z patriarchami podczas, gdy oni zostaną odrzuceni przez Boga. Jest to więc dla nas radosna wieść: nie wiemy ilu ludzi będzie zbawionych, ale wiemy, że zbawienie Boże jest dla każdego człowieka, że my mamy szansę na zbawienie. w tych krótkich słowach Jezus odsłania przed nami także rzeczywistość zbawienia. Kiedy mówi o Abrahamie, Izaaku i Jakubie, i wszystkich prorokach oraz ludziach ze wschodu i zachodu, z północy i południa którzy siądą za stołem w królestwie Bożym ukazuje nam, że niebo jest przebywaniem we wspólnocie. Zbawienie jest radością, jest spotkaniem z innymi, szczęście nieba nie jest szczęściem egoistycznym, ale prawdziwym dzieleniem się szczęściem z innymi. Kiedy myślimy o śmierci naszych bliskich powinniśmy sobie przypomnieć słowa rytuału pogrzebowego: Wierzymy, że śmierć jest początkiem nowego, lepszego życia, a nasza rozłąka zmarłymi jest przejściowa. Ufamy, że znów spotkamy się znów z nimi w domu Ojca. i trzeba nam o tym pamiętać. Może nieraz nie wiemy, co powiedzieć osobie pogrążonej w smutku po śmierci kogoś bliskiego, a trzeba nam właśnie czerpać pełnymi garściami z Ewangelii, z nauki Kościoła, jest to dla nas ciągle jeszcze terra incognita – ziemia nieznana. i nie oczekujmy, że ktoś nam o tym opowie, sami sięgnijmy do katechizmu Kościoła i przeczytajmy, czego uczy Kościół o zbawieniu, właśnie po to, by komuś zasmuconemu utratą bliskiej osoby dodać otuchy i zachęcić do ufności, przypomnieć jej, że nasza rozłąka ze zmarłymi ma swój kres, że my się z nimi spotkamy, tyle, że już w naszej ojczyźnie niebieskiej i że to spotykanie będzie bardziej radosne, bo naszej radości nic już nie przerwie. A przy okazji uświadamiamy sobie jeszcze inną rzecz, tę mianowicie, że w niebie spotkamy tych, których może nigdy nie poznaliśmy i znamy tylko z opowiadań naszych krewnych, ponieważ odeszli, gdy byliśmy mali lub jeszcze przed naszymi narodzinami. Jednak w niebie oni czekają na nas i wyjdą nam na spotkanie, kiedy my pójdziemy do Domu Ojca.

To są właśnie prawdy, którymi musimy wypełnić nasze serce, by móc przyjąć tą rzeczywistość, jaką jest śmierć. Śmierć nie omija nikogo, ale można ją przeżyć jako bolesne doświadczenie czasowego rozstania z ukochanymi  lub tragiczny koniec życia.

Sprawiedliwość na samym końcu

Nie wolno nam jednak pominąć innego przesłania dzisiejszej Ewangelii, która nie tylko odsłania przed nami perspektywę wybrania, lecz także przerażającą możliwość odrzucenia. My nie tylko możemy być zbawieni, możemy być także odrzuceni. Odrzucając Żydowski nacjonalizm Jezus nie popada w przeciwną skrajność i równie jasno mówi, że zbawić się nie jest łatwo. Słowa którymi posłużył się Jezus są bardzo wymowne, w dosłownym znaczeniu Jezus określa wysiłek potrzebny do osiągnięcia zbawienia tym samym określeniem, którym opisywano walkę zapaśników. Jezus mówi o zmaganiu. Wszyscy są powołani do zbawienia, nie tylko Żydzi, lecz i poganie, ale zbawienie wymaga walki i wytrwałości. Trzeba się o nie zmagać, trzeba się wysilać, tak jak ktoś przeciskający się przez wąską szczelinę. Ale my wiemy już teraz, dlaczego warto to zrobić. Wysiłek w porównaniu z nagrodą jest niewielki.

Wreszcie zauważmy ostatnią pocieszającą informację. Jezus mówi na samym końcu o sprawiedliwości. Zdaje się czasami niektórym, że nie ma sprawiedliwości. Może ludzkiej faktycznie nie ma, ale obok ludzkiej jest jeszcze Boska sprawiedliwość i w świetle tej ostatniej pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi. Ci którzy tak wiele swoich win mogli na ziemi ukryć, bo mogli oszukiwać, unikać odpowiedzialności, wynosić się nad innych lub po prostu uchodzić władzy sądu, teraz otrzymają to, co się im należy, cały ich grzech zostanie ujawniony, ich wielkość okaże się małością. Na ziemi byli pierwsi, najważniejsi, teraz staną się najbiedniejsi, ostatni.

I na sam koniec wypada nam powrócić do nas samych i krytycznie przyjrzeć się sobie. Jaka jest moja świadomość? Czy żyję nadzieją życia wiecznego? Jak się o nie zmagam?

ks. Tomasz Stroynowski