Solidarność pielgrzymów czyli o tym, czy w Niebie będą sami katolicy

Z ks. prof. Tomášem Halíkiem, filozofem, teologiem i psychologiem, rozmawiają Anna Dąbrowska i Marta Wielek

Księże Profesorze, czy rzeczywiście poza Kościołem nie ma zbawienia?

To słynne zdanie św. Cypriana: extra Eccle-siam salus nulla (łac. poza Kościołem nie ma zbawienia) było wypowiedziane w pewnym historycznym kontekście. Nie wynikało wówczas z niego, że ci, którzy są poza Kościołem, nie będą zbawieni. Sobór Watykański II rozstrzygnął te wątpliwości stwierdzając, że zbawiony może być także ten, kto bez swojej winy nie przyjął Chrystusa i Kościoła i postępuje zgodnie ze swym sumieniem.

Myślę, że dobrze ten problem podsumowuje prawosławny teolog, Paweł Evdokimov: „Wiemy, gdzie Kościół jest, ale nie wiemy, gdzie go nie ma”.

Wszystko zatem zależy od tego, jak rozumiemy Kościół?

Według Soboru Watykańskiego II Kościół jest sakramentem jedności całej ludzkości, jest symbolem tego, że wszyscy ludzie są powołani do zbawienia w Chrystusie. Musimy jednak być realistami i zdawać sobie sprawę, że ta jedność jest wizją eschatologiczną i tutaj na ziemi nigdy jej nie osiągniemy. Wszyscy jesteśmy w drodze do tej jedności. Jesteśmy wspólnotą pielgrzymujących,communio viatorum, a z tego płynie wzajemna tolerancja, chociaż bardziej odpowiednim pojęciem byłoby tu sformułowanie: solidarność pielgrzymów. Musimy respektować tych, którzy idą inną drogą. Musimy mieć nadzieję, że jeśli podążają za swoim sumieniem, to też dojdądo tej jedności, do Chrystusa. Możliwe, że stanie się to już po zakończeniu ich życia albo po Paruzji.

Skoro zbawienie będzie dotyczyło wszystkich, to po co w ogóle Kościół?

Dlatego, że jest on bardzo znaczącą pomocą na tej drodze.

Jaki jest zatem sens ewangelizacji?

Myślę, że obowiązkiem chrześcijanina jest ewangelizacja, ale w formie propozycji. Jeśli coś ma dla mnie wartość, to jest zupełnie logiczne, że chcę się tym dzielić z innymi, zaproponować im to. Ale nie mogę ich do tego przymuszać. Nie można mylić ewangelizacji z agitacją, z indoktrynacją. Myślę, że głównym obiektem ewangelizacji mają być sami chrześcijanie, mamy wtedy autoewangelizację. Poza tym, jest wielu ludzi poszukujących, którzy nie są nigdzie zakorzenieni. Jeśli się poświęcimy tylko tym dwóm zadaniom, to będziemy mieć dosyć pracy.

A jak przekonywać?

Własnym przykładem. Fryderyk Nietzsche powiedział: „Uwierzyłbym w waszego Odkupiciela, gdybyście wyglądali bardziej na odkupionych”.

Czy nie należałoby przemyśleć sformułowania św. Cypriana pod innym kątem? W Kościele jest wielu ludzi, ale trudno ich nazwać jego aktywnymi uczestnikami. Czy oni nie będą mieli większego problemu ze zbawieniem niż ci, którzy są poza Kościołem?

Św. Augustyn powiedział, a ja to cytuję w jednej ze swoich książek: „Wielu, którzy myślą o sobie, że są poza, tak naprawdę są w środku. A wielu, którzy myśli o sobie, że są w środku, tak naprawdę są poza”.

A co z tymi, którzy żyją na marginesie Kościoła?

Kościół musi mieć otwarte ramiona. Gdyby Kościół był tylko dla tych, którzy się w pełni z nim identyfikują, to stałby się sektą. Myślę, że to jest pokusa wielu ruchów w Kościele – mają dobrą wolę uczynić z wielu chrześcijan chrześcijan aktywnych. Musimy być jednak realistami. Tylko sekty biorą poważnie wyłącznie tych, którzy są w nich aktywnymi członkami. W Kościele zawsze musi występować tak zwana szara strefa. Dla mnie obrazem Kościoła jest Bazylika św. Piotra w Rzymie. Plac z kolumnadą, który jest jakby poza bazyliką, jest na zewnątrz, też jest częścią kościoła. Ci, którzy przechodzą przez plac św. Piotra, przez tę kolumnadę, a nie wejdą do bazyliki, też będą w kościele. Kościół musi być również na nich otwarty, brać ich pod uwagę.

I modlić się o ich nawrócenie?

Liturgia Wielkiego Piątku z czasów po Soborze Watykańskim II zniosła modlitwę dotyczącą perfidnych Żydów. Dziś Kościół modli się za Żydów, jako pierwotną miłość Boga, ażeby byli wierni Przymierzu, które Bóg z nimi zawarł. Myślę, że to wystarczy. Jeden z moich żydowskich przyjaciół powiedział mi: „My wszyscy czekamy na Mesjasza, i wy, i my. A jeśli ten Mesjasz przyjdzie i będzie to Jezus Chrystus, to ja też będę się cieszył. Nie mam z tym problemu, ale zostawiam to jako kwestię otwartą”. Ja wierzę, że to będzie Jezus Chrystus, a życzyłbym mojemu przyjacielowi, żeby był w przyjemny sposób zaskoczony. Respektuję jednakjego oczekiwania na kogoś innego. Gdy dyskutujemy z muzułmanami, musimy sobie uświadomić, że mamy z nimi wspólnego Boga a słowo allah jest bardzo podobne do tego w języku aramejskim, którego Chrystus używał, mówiąc o Bogu. Muzułmanie mają szacunek, cześć dla Jezusa. Oczywiście ich pojęcie Jezusa jest inne niż nasze, bo wpłynęły na niego apokryficzne teksty, ale to jest przestrzeń do dialogu, do rozmowy. Najważniejszy problem jest taki, że muzułmanie uznają tylko dosłowną interpretację Koranu, podobnie jak niektórzy fundamentaliści chrześcijańscy dosłownie rozumieją całą Biblię. Współczesna teologia chrześcijańska bardzo zmieniła tę zasadę hermeneutyczną i mamy nadzieję, że również w islamie w przyszłości może nastąpić podobny rozwój.

Do czego ma prowadzić dialog międzyreligijny?

Przede wszystkim jest on konieczny, żeby proces globalizacji był procesem komunikacji. Nasz świat jest pluralistyczny. To jest fakt. Potrzebujemy siebie rozumieć. Gdyby ta globalna wioska, którąjest świat, straciła wolę globalnego porozumienia czy dialogu, stanie się polem minowym. Dlatego musimy nawzajem starać się siebie zrozumieć. I trochę patrzeć na siebie oczyma drugich. W ten sposób dowiemy się o sobie nawzajem najwięcej. Podróżujemy nie tylko, żeby poznać obce kraje, ale żeby też lepiej poznać własną kulturę. Poznamy ją lepiej, jeśli będziemy mieć pewien dystans do niej albo gdy będziemy umieć w kontekście innej kultury spojrzeć na swoją. Z wiarą jest tak samo.

Co ksiądz myśli o powszechnym zbawieniu?

Nauka o piekle i możliwości zatracenia się jest logiczną konsekwencją nauki o wolności człowieka. Bóg w ten sposób respektuje wolność człowieka, że szanuje nawet to, iż człowiek odpowie Bogu „nie” ze wszystkimi tego konsekwencjami. O piekle wiemy, że istnieje, ale Kościół nie mówi o żadnym człowieku, że jest wiecznie potępiony. Wielki teolog, Hans Urs von Balthasar, mówił, że jest możliwe, iż piekło jest puste. Nie mówił, że piekło nie istnieje, ale że możliwe jest, iż jest puste. Gdy raz napisałem o tym w Pradze, wzbudziło to gniew ludzi, którzy mieli pragnienie, żeby piekło było pełne. Niestety tak wielki teolog jak św. Augustyn uczył, że rozkoszą tych, którzy sąw niebie, będzie to, iż będą oglądali tych, którzy męczą się w piekle. Myślę, że jeśli ktoś w niebie będzie się tak zachowywał, to natychmiast wyślą go do piekła.

Rozmawiały Anna Dąbrowska i Marta Wielek
List styczeń 2013