Wielkie C.D.N.

Wielka-noc to największe święto. A jednak Boże Narodzenie wydaje się nam bliższe. Nawet Wielki Piątek jest dla nas bardziej zrozumiały niż Wielkanoc. Co właściwie się stało w Wielką Noc? 

Tajemnice związane z narodzeniem Jezusa są siłą rzeczy pełne ciepła. Ludzkie życie, które się rodzi, jest wielką obietnicą. To życie będzie można obserwować, ono jest w jakiejś mierze sprawdzalne, zrozumiałe. Śmierć już jest większą tajemnicą, stawia nas wobec nieznanego. Tonacja zmienia się radykalnie. Doświadczenie cierpienia jest znane każdemu człowiekowi, ale Wielki Piątek to jakby wielka przegrana życia. Ta tajemnica wymyka się ludzkim dociekaniom. Pytamy, co się właściwie stało w życiu Kogoś, kto miał ocalać, a z ludzkiego punktu widzenia ponosi klęskę? Doświadczenie śmierci wymyka się naszej percepcji. Widzimy czyjąś śmierć, ale od wewnątrz jej nie znamy. Ona jest dla nas tajemnicą. Jeżeli posuniemy dalej – jak serial – te odcinki ludzkiego życia, to pojawia się pytanie, co się stało w Wielką Noc? Teologia poetycka zawarta w orędziu paschalnym mówi bardziej głosem uniesienia aniżeli chłodnych rozważań. Jest to pochwała styku tego, co widzialne, z niewidzialnym, zetknięcia się ciemności nocy ze światłem, które rozjaśnia wszystko. Ta teologia mówi za pomocą paradoksów o tym, co się dokonało, ale jest bezpośrednio nieuchwytne. Poznajemy tylko częściowo, przez wiarę.

A jednak człowiek pragnie konkretu…

Konkretem jest Osoba. Wydarzenie zmartwychwstania dotknęło konkretnej Osoby. To jest wydarzenie jednorazowe, rzeczywiste, niezwykłe, otwierające jakąś przestrzeń, której nie znamy. Są znaki tego, co się dokonało: pusty otwarty grób oraz obecność naznaczona wielokrotnym ukazaniem się Chrystusa. Ale to są tylko znaki. O tym, czym jest zmartwychwstanie, i ty, i ja dowiemy się wtedy, kiedy go doświadczymy w sobie. Wcześniej niemożliwe jest doświadczenie zmartwychwstania w całej prawdzie, intensywności i głębi. Tu ujawnia się najbardziej paradoks naszej wiary. Częściowo poznajemy, reszta jest obietnicą. Dlatego wiążę całą teologię zmartwychwstania z teologią obietnicy i zaufania tej obietnicy. Innej drogi chyba nie ma.I nie trzeba się zrażać tą pewną niekonkretnością. Wiele prawd wiary wymyka się nam. To jest po prostu nasza ludzka dola.

Co działo się z Jezusem między Wielkim Piątkiema porankiem wielkanocnym?

Po tej stronie życia wydaje się nam, że Wielka Sobota jest pełna milczenia Boga, ale to milczenie skrywa coś, co się dokonuje w wymiarach dla nas niedostępnych. Mówimy w wyznaniu wiary: „zstąpił do piekieł”, do otchłani, do królestwa śmierci. Teologia szuka różnych wątków z tym związanych. Akcentuje realizm śmierci Jezusa, Jego solidarność z umarłymi. Idzie jeszcze dalej. Mówi o wejściu w świat tych, którzy znajdują się w stanie oddzielenia od Boga. Hans Urs von Balthasar – jeden z wielkich teologów XX wieku – rozwijał myśl, że Jezus zstępuje do otchłani nie w całym majestacie i potędze, jak bohater, ale jako uniżony, jako ktoś, kto utożsamia się z każdym grzesznikiem. Pociąga pokorą, oddaniem, a nie siłą. Ikona Kościoła Wschodniego próbuje zajrzeć przez wiaręi nadzieję tam, gdzie się to dzieje. Jezus chwyta Adama i Ewę za ręce, za nimi cały orszak postaci Starego Przymierza. Są wyprowadzani z tego stanu. Ikona zstąpienia do otchłani jest zarazem ikoną zmartwychwstania. Moc Chrystusa potrafi zajaśnieć dla tych, których wcześniej dotknęła śmierć.

W Ewangeliach jest nierównowaga. Ukrzyżowanie jest opisane obszernie, a Zmartwychwstanie bardzo dyskretnie, jakby nieśmiało. Obraz Chrystusa zmartwychwstałego jest ledwo naszkicowany.

Dobrze, że tak jest. Te opisy są skromne dlatego, że nie może być inaczej. To właśnie charakteryzuje nieuchwytność tajemnicy. Ale w tych opisach jest również radość, jest zdumienie. Jest też pewna konkretność. Są spotkania z uczniami, posiłki. Kiedy gąsienica pełza po ziemi, można się jej dokładnie przyjrzeć. Jednak kiedy nastąpi przemiana we wspaniałego motyla, to on jest już trudny do uchwycenia. Zatrzymuje się na chwilę i leci dalej. Ta nierównowaga pozostaje. Cieszę się z tego, że opowieści o Zmartwychwstaniu są dyskretne, że nie są tryumfalistyczne. One są dla wzbudzenia wiary, dla jej umocnienia, a nie po to, aby stawać się przedmiotem sensacji czy eksperymentów.

Zmartwychwstały nie jest zjawą lub duchem, ma ciało. To mocno akcentują ewangeliczne opisy. Jakie jest to ciało po zmartwychwstaniu?

Ciało pełni wielką rolę komunikacyjną. Jest pośrednikiem w kontakcie człowieka ze światem. Uczestniczy w tajemnicy całej osoby ludzkiej. To nie jest tylko materia, sztucznie doczepiona do wymiaru duchowego. Św. Paweł w Liście do Koryntian nazywa ciało po zmartwychwstaniu „ciałem duchowym” (1 Kor 15,44). Tu jest cała tajemnica. Jak można połączyć ducha z materią, tak aby ciało stało się duchowe, przemienione energią Bożego Ducha? Mimo wieków dociekań nauka wciąż nie potrafi pokazać prawdziwej natury materii. Kto widział np. cząsteczki materii nuklearnej w postaci kwarków i gluonów w subatomowym świecie kwantowym, które są postulatem ludzkiej dociekliwości, sprawdzalnym tylko w jakiejś mierze przez doświadczenia? Świat materii kryje wielkie tajemnice. A cóż dopiero mówić o rzeczywistości, która sięga drugiej strony! Ona zawsze pozostaje dla nas tajemnicą innego wymiaru, zdumiewającą rzeczywistością „nowej ziemi i nowego nieba”.

To uduchowienie zbawienia powoduje także, że niebo wydaje się mało interesujące. Bezcielesna, czysto duchowa wieczność nie pociąga.

Często młodzi mówią, że niebo jest nudne. Wyznajemy przecież: „wierzę w życie wieczne”, czyli w coś rozwijającego się, niezwykłego, nieprzewidywalnego. Pokazać tej „drugiej strony” nie jesteśmy w stanie. Wyobraźnia nie sięga tak daleko. Możemy snuć analogie oparte na doświadczeniu miłości, przyjaźni, międzyludzkiego ciepła, piękna, dobra, twórczości. Ale to będzie wielka niespodzianka. Ona wiąże się właśnie z Wielkanocą. Życie Jezusa jak wielki drogowskaz pokazuje: jeszcze wprawdzie nie teraz, ale ciąg dalszy nastąpi. To jest wielkie CDN. 

Jak można opisać nadzieję, która płynie z Wielkanocy?

To nadzieja, że życie ludzkie sięga poza grób. Wielkanoc ma stać się uczestnictwem ludzi – twoim, moim, wszystkich. Nadzieja na dalszy ciąg, na trwanie, na coś jeszcze większego. Zwłaszcza dla ludzi, którzy mają ciężki żywot, nadzieja Wielkanocy może rozjaśniać ich spojrzenie. Nic tak nie przysłania tej wielkiej perspektywy życia, jak wielkie cierpienie druzgocące człowieka. Ludziom udręczonym zawsze będzie trudno przeżyć Wielkanoc jako wielkie rozjaśnienie. Nie stworzyliśmy dotąd nabożeństw związanych z nadzieją. Nie potrafimy się nią cieszyć. A przecież czas wielkanocny to jedno wielkie święto: 50 dni radości! Mało jest pieśni wielkanocnych w porównaniu np. z kolędami. Trzeba budować duchowość bardziej paschalną, rozwinąć umiejętność cieszenia się. Także z tego życia. Ono już jest cudem, a jeszcze mi mówią, że ten cud ma się przedłużać. Zadaniem dla duszpasterstwa jest myśleć o tym, jak pełniej świętować – jak naładować akumulatory nadziei, radości i zaufania do Boga.

Jest taka przerażająca wystawa, w której eksponatami są wypreparowane ludzkie zwłoki. Jej przesłanie jest ponure: człowieku, jesteś górą mięsa, niczym więcej. Jak w takim świecie głosić chrześcijańską nadzieję?

Chrześcijaństwo uczy szacunku dla ludzkich szczątków. W świecie, który lubi szokować, chrześcijanin ma pozostać świadkiem nadziei, świadkiem zmartwychwstania. To bynaj-mniej nie naiwność, choć nigdy stuprocentowej oczywistości nie będziemy mieli. Nie wolno głosić zmartwychwstania z aroganckim nastawieniem, że wszystko już wiemy. Siła świadectwa pochodzi od wewnątrz, jest promieniowaniem duchowym. Boska prawda, tak samo jak życie Jezusa, pozostaje uniżona. To pozwala nam, chrześcijanom, być bliżej ludzi niewierzących. Jesteśmy pod pewnym względem solidarniz tymi, którzy jeszcze nie doszli do wiary. Nasza wiara jest stale narażona na niedowierzanie.

Jak u apostoła Tomasza…

To jest pewien wzorzec stania w obliczu czegoś większego od naszego życia. Całe życie dojrzewamy do tego, aby złożyć wyznanie Bogu: wierzyłem w Ciebie, wierzyłem w zmartwychwstanie. Chrześcijanina powinna cechować pasja nadziei. – „Wiem, komu zaufałem”. Z tym idziemy przez życie, z tym odchodzimy i z tym zostawia nas Bóg. Warto błogosławić Boga za to, że droga do Niego prowadzi przez nadzieję.

Tomasz Jaklewicz
wiara.pl