NAJŚWIĘTSZE SERCE JEZUSA, ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI

Trzy prawdy chrześcijanina

Bóg, będąc Trójcą Osób, od człowieka stworzonego przez siebie na swój obraz i podobieństwo oczekuje relacji osobowej, czyli takiej, gdzie człowiek będzie się angażował nie tylko emocjonalnie lub zmysłowo, ale przede wszystkim duchowo.

 

Ludzie uciekają się niekiedy do najbardziej absurdalnych namiastek nadnaturalności: przepowiedni, proroctw, wróżb, przesądów, zabobonów czy też kompletnie nieracjonalnych obrzędów parareligijnych bądź magicznych. A wszystko dlatego, że nie znają swego Boga lub też znając Jego imię, nie potrafią utrzymywać z Nim relacji takich, jakich On od nich oczekuje.

 

Po pierwsze, Bóg, będąc Trójcą Osób, od człowieka stworzonego przez siebie na swój obraz i podobieństwo oczekuje relacji osobowej, czyli takiej, gdzie człowiek będzie się angażował nie tylko emocjonalnie lub zmysłowo, ale przede wszystkim duchowo. Po drugie, Pan Jezus pouczył kiedyś apostołów spragnionych bezpośredniego kontaktu z Bogiem: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14, 9). Nie można więc być chrześcijaninem, pomijając jednocześnie w swoim życiu Osobę Jezusa Chrystusa, bo „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Po trzecie, na pytanie, czym jest kochanie Boga, umiłowany uczeń Pański, św. Jan Apostoł, odpowiedział: „Miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań” (1 J 5, 3).

 

Wydaje się, że o ile przyjęcie dwóch pierwszych prawd nie nastręcza chrześcijanom zbyt dużych trudności, o tyle ze zrozumieniem trzeciej większość ma kłopoty.

 

Otóż zdanie „Miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań” przypomina najbardziej oczywistą prawdę, mianowicie że miłość zasadza się na zgodzie woli. Kochać, jak mawiali starożytni, to „tego samego chcieć i tego samego nie chcieć”. Czyż nie tak właśnie prawdziwie kochający się ludzie przeżywają zjednoczenie swych serc dążących niepodzielnie do jednego celu? Czyż nie odczuwają oni radości, także w sferze emocjonalnej i zmysłowej z tego zjednoczenia? I czyż nie dążą do ciągle szybszego i głębszego odkrywania pragnień kochanej osoby, aby im móc uczynić zadość

 

Miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań”. Tak, kochać Boga, to ciągle na nowo poznawać Go w Chrystusie, przez którego „mamy śmiały przystęp do Ojca” (Ef 3, 12), aby patrząc na przebite z miłości do nas Jezusowe Serce zrozumieć słowa: „Tak (…) Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). A wszystko po to, aby z radością śpieszyć w odpłacaniu Bogu miłością za miłość, czyli aby każdy dzień był przepełniony świadomością: jestem Jego, a On mój. Dokładnie tak, jak w kochającym się 

małżeństwie.

 

Ideał? Pewnie tak. I w małżeństwie jest to niełatwe. To dlatego małżonkowie, aby odświeżyć swoją miłość, przy różnych okazjach w piękny sposób o niej sobie przypominają. Podobnie czyni i Pan Jezus.

Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi

 

27 grudnia 1673 r., pokazując skromnej siostrze wizytce św. Małgorzacie Marii Alacoque swoje Serce pełne ognia, powiedział: „Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”. W pół roku później, w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu, objawił się Świętej Pan Jezus „jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, jaśniejącymi jak słońce”. Odsłonił swoją pierś i pokazał Serce w pełni blasku. Zażądał, aby w zamian za niewdzięczność, jaka spotyka Jego Serce i Jego miłość, okazaną rodzajowi ludzkiemu, dusze pobożne wynagradzały temuż Sercu; zażądał m.in. aby Komunia Święta w pierwsze piątki miesiąca była ofiarowana w tym celu. 

 

Wreszcie w piątek po oktawie Bożego Ciała, 10 czerwca 1675 r., kiedy św. Małgorzata klęczała przed tabernakulum w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, ukazał się jej Chrystus, odsłonił swoje Serce i powiedział: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Lecz najbardziej boli Mnie to, że w podobny sposób obchodzą się ze Mną serca służbie Mojej szczególnie poświęcone. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci Mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez Komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję. W zamian za to obiecuję ci, że Serce Moje wyleje hojne łaski na tych wszystkich, którzy w ten sposób oddadzą Mu cześć lub przyczynią się do jej rozszerzenia”.

Dwanaście obietnic dla czcicieli Serca Jezusowego

Pan Jezus przekazał dwanaście obietnic czcicielom Jego Serca. Powiedział św. Małgorzacie: „dam łaski, potrzebne w ich stanie; ustalę pokój w ich rodzinach; będę ich pocieszał w utrapieniach; będę ich pewną ucieczką w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci; będę im błogosławił w ich przedsięwzięciach; grzesznicy znajdą w Mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia; dusze oziębłe staną się gorliwymi; dusze gorliwe prędko dojdą do doskonałości; będę błogosławił domom, w których wizerunek Serca mojego będzie czczony; osoby, które będą to nabożeństwo rozszerzały, będą miały imię swoje wypisane w Sercu Moim; dam kapłanom dar wzruszania serc nawet najzatwardzialszych; w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego przyrzekam tym wszystkim, którzy będą komunikować w pierwsze piątki miesiąca przez dziewięć miesięcy z rzędu w intencji wynagrodzenia, że miłość Moja udzieli łaski pokuty, iż nie umrą w mojej niełasce ani bez sakramentów świętych, a Serce Moje będzie im pewną ucieczką w ostatniej godzinie życia”.

 

Kościół zatwierdził nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa zarówno co do formy liturgicznej, jak i kultu Jego wizerunku. I choć nie zaaprobował urzędowo obietnicy związanej z Komunią Świętą w dziewięć pierwszych piątków miesiąca, pozwala jednak ufać, że zostanie ona wypełniona. Praktyka ta, choć niesie ze sobą ogrom dobra, przyczyniając się m.in. do zwyczaju częstej Komunii Świętej, winna być jednak nieustannie oczyszczana. Pozostaje bowiem ona zawsze aż, ale i tylko, pomocą w osiągnięciu pełnej bezinteresowności miłości do Pana Boga. Wczytując się w Jezusowe obietnice, łatwo zauważyć, że aby osiągnąć ich skutki, wystarczy… kochać, czyli wypełniać Boże przykazania. Dlatego warto pamiętać, że ktoś, komu do miłości nieustannie potrzebne są bodźce w postaci nagród, nigdy nie będzie kochał naprawdę, choćby wypełnił wszystkie „zadania”.

Kto miłuje Boże Serce…

 

Wydaje się, że pewnym sprawdzianem autentyczności nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa jest praktykowanie jego cechy charakterystycznej, czyli ekspiacji za grzechy. Kto miłuje Boże Serce, ten będzie starał się temuż Sercu wynagradzać za grzechy swoje i braci. Zresztą dokładnie tak, jak dzieje się to w małżeństwie, gdzie mąż w sposób naturalny bierze skrzywdzoną żonę w obronę i serdecznie pociesza. Z radością można zauważyć, że w wielu parafiach sprawa wynagradzania Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za grzechy „nasze i całego świata”, jest rozumiana nie tylko poprzez duszpasterzy, ale także wiernych.

 

ks. Wacław Madej

Idziemy, 10 czerwca 2007