CIERPIENIE A BÓG

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? 

 

Często szukamy jasnych, prostych i jednoznacznych odpowiedzi na trudne pytania. Ale ich nie znajdujemy. Tak jest również z cierpieniem, o którym jednak Biblia mówi wiele.

 

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eli, Eli, lema sabachthani?”, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 45-47)

 

Patrząc na krzyż Chrystusa nieuchronnie rodzi się w nas pytanie o obecność i sens cierpienia w życiu. W ostatniej chwili Jezus krzyczy, jak wspomina Ewangelia, woła, że Bóg Go opuścił, że został zupełnie sam. Niektórzy sądzą, że jest to krzyk rozpaczy po doznanej porażce. Klęska. Ale to wołanie Jezusa jest modlitwą, która zbiera w sobie jęk, ból i cierpienie wszystkich ludzi. To nie jest rozpacz, lecz prośba o obecność Boga. W rozpaczy nie widzi się już żadnego wyjścia. Św. Paweł pisze, że Bóg uczynił grzechem tego, który nie zna grzechu. Czyli pozwolił Mu doświadczyć skutków ludzkiego grzechu.

 

Ostatnio mówiliśmy o tym, że największym szczęściem człowieka jest i będzie przebywanie blisko Boga. Z kolei jego największym nieszczęściem będzie odłączenie od Niego. Poczucie opuszczenia przez Boga jest największym cierpieniem, jakiego może doświadczyć człowiek. Na tym polega piekło. Nie na żadnym przysmażaniu, ale na byciu z dala od Boga. Właśnie pośrodku takiego piekła, które zarezerwowane jest dla grzeszników, Chrystus woła do Boga, nawet jeśli ma poczucie Jego nieobecności. Nie tyle woła o pomoc, ile pyta się: „Dlaczego, czemu Cię nie ma? Co takiego zrobiłem, że Mnie opuściłeś” Pytanie o tyle trudne, że na krzyżu wisi człowiek bez grzechu. Jezus jest tutaj solidarny z całą ludzkością, które nieustannie stawia te pytania Bogu.

 

Spójrzmy na nasze życie. Na te wszystkie sytuacje, w których doświadczamy różnego rodzaju cierpienia, bólu, pytań bez odpowiedzi, bezradności. Dotyka nas choroba, która zakłóca nasze dobre samopoczucie. Czujemy się zranieni przez kogoś, kogo kochamy. Nie dajemy sobie rady z naszymi słabościami i grzechami. Nadto dotyka nas cierpienie innych. Dlaczego rodzice zginęli w wypadku, a dzieci zostałe same? Dlaczego nagle przyszła wichura czy powódź i zniszczyła dorobek całego życia? Dlaczego 32 letni mężczyzna umiera na raka? Szukamy przyczyny. Chcemy wiedzieć. Pytamy: Dlaczego nas to spotyka? Jest to tym boleśniejsze, jeśli cierpienie jest niezawinione.

 

Czasami dopiero w takich sytuacjach pojawia się w nas poważne pytanie o Boga. Dopóki wszystko grało, Bóg jakby nie istniał. Dopiero w doświadczeniu cierpienia Bóg zaczyna się bardziej liczyć. Mamy do Niego pretensje i żal. Niestety, tak to już jest z nami, że kiedy nam się powodzi, to trudniej zauważamy Boga, bo sobie jakoś radzimy. Myślimy, że tak wiele możemy. Kiedy dotyka nas bezradność, nagle wyciągamy do Niego ręce. Często bywa tak, że nagle o wszystko obwiniamy Boga. Albo zaczynamy też szukać winy w sobie. Może to za karę? Może nie ma we mnie już dobra? Co takiego złego zrobiłem, żeby aż tak cierpieć?

 

I co na to Pan Bóg? 

My często chcemy mieć na każde pytanie jasną, jednoznaczną i łatwą odpowiedź. Na problem cierpienia także. Ale w Piśmie św. takiej odpowiedzi nie ma.

 

Z jednej strony rzeczywiście człowiek Biblii widzi w cierpieniu owoc grzechu i karę za niego. Tak na przykład przekonywali cierpiącego i niewinnego Hioba jego przyjaciele: „Czyż za pobożność twą karci się ciebie i wytacza ci sprawę przed sądem? Czy nie za zło twoje znaczne? Czy nie za nieprawość bez granic?” (Hi 22, 4-3) Ale na końcu księgi Hioba Bóg mówi do tych przyjaciół: „Zapłonąłem gniewem na ciebie i na dwóch przyjaciół twoich, bo nie mówiliście o Mnie prawdy, jak sługa mój, Hiob“

 

 (Hi 42, 7). To Hiob miał rację, twierdząc, że cierpi niewinnie. Bóg wprawdzie nie powiedział mu dlaczego tak cierpi, ale go usprawiedliwił.

 

Jezus w Ewangelii św. Jana też nie przyznaje racji uczniom, którzy pytają: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże“ (J 9, 2-3). Nie jest tak, że cierpią tylko ci, którzy zgrzeszyli. Bo tak naprawdę wszyscy są grzesznikami. „Czy myślicie myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13, 4-5).

 

Jedyne co Jezus mówi to, że na cierpiącym mają się objawić jakieś Boże sprawy. Co to znaczy?

 

1. Bóg nie udziela nam jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego cierpimy, bo i tak byśmy nie zrozumieli. Po prostu, jest to doświadczenie przeniknięte tajemnicą. Tajemnica jest właśnie taką Bożą sprawą, czymś co nas przekracza. Albo ją przyjmiemy albo będziemy walczyć całe życie z wiatrakami. Bez tajemnicy życie nie byłoby możliwe.

 

2. Jezus swoim wołaniem na krzyżu nie tyle odpowiada na pytanie „Dlaczego“, ale wskazuje, co robić w takich sytuacjach, aby pogodzić się z cierpieniem. Co jest więc receptą na cierpienie, kiedy czujemy się samotni i niezrozumiani?

 

Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił” to fragment z Psalmu 22. Tam człowiek cierpiący i pobożny wylewa przed Bogiem cały swój żal, osaczenie przez wrogów, ból. Jeśli człowiek się w ogóle odzywa, to ufa, że jednak ktoś go słucha. Ale w drugiej części psalmu ów człowiek powierza się Bogu z ufnością. „Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka, ani nie ukrył przed nim swojego oblicza i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego” (Ps 22, 2). Bóg nie uwolnił go od cierpienia, ani nie uzdrowił. Ale cierpiący nagle ma poczucie, że Bóg jest z nim, nawet jeśli zewnętrznie nic się nie zmieniło. Ktoś może powiedzieć, co to za pociecha? Takie tam gadanie. Co z tego, że Bóg gdzieś tam jest, jak mnie jest nadal źle. Ważne jest jednak nastawienie. Po grzechu zmieniło się nasze podejście do cierpienia. A może ono i przedtem było w jakiejś formie, tylko przeżywane z Bogiem tak nie bolało?

 

Zwrócenie się ze swoim żalem do Boga nie dopuszcza do zamknięcia się w bólu, zamilknięcia, rozpaczy. Krzyczy i spiera się z Bogiem ten, kto wie, że stoi wobec Boga. Posłuchajmy, jaki wzór modlitwy dał nam Bóg w księdze Lamentacji:

 

On zniszczył me ciało i skórę, połamał moje kości, osaczył mnie i nagromadził wokół jadu i goryczy; On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce; sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Starł mi zęby na żwirze, pogrążył mnie w popiół“ (Lm 3, 4-5.10-12.16) Bóg chce, aby Mu przypisywać wszystko, co nas spotyka. Nie boi się naszych oskarżeń ani pretensji. Bo przynajmniej wtedy zdajemy sobie sprawę, że On jest, bierzemy Go pod uwagę.

 

Ale takie żale nie mogą trwać wiecznie, bo to oznacza, że jednak człowiek nie dostrzega kogoś obok siebie. Narzeka, aby narzekać, bez nadziei, że ktoś go słucha. „Wspomnienie udręki i nędzy – to piołun i trucizna. Biorę to sobie do serca, dlatego ufam“ (Lm3 19-21)

Cierpienie jest potrzebne

 

Jest jakąś tajemnicą, że jedni cierpiący, kłócąc się z Bogiem, nigdy (przynajmniej tak się wydaje) nie dochodzą do pojednania z Nim. Inni po jakimś czasie zaczynają dostrzegać w cierpieniu przebłyski sensu, zaczynają widzieć w tych doświadczeniach Boga. Kiedy odwiedzałem ludzi umierających na raka w hospicjum, było widać tę różnicę. Jedni przeklinali Boga do końca, nie chcieli nawet obecności drugiego człowieka. Zamknęli się w swoim bólu. Inni cieszyli się, że ktoś do nich przyszedł, że mogli się wyżalić, wypłakać albo pośmiać, że można ich było nakarmić. Nie rozumieli wprawdzie, dlaczego ich to spotyka, ale byli pogodzeni z Bogiem. Ufali, że są w dobrych rękach.

 

W Piśmie Świętym jest jeszcze coś bardziej szokującego. Cierpienie ma wymiar wychowawczy. Postrzegane jest jako coś dobrego dla człowieka, jako przejaw Bożego miłosierdzia. „Znakiem bowiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. A więc Bóg nigdy nie cofa od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu“ (2 Mch 6, 13-16). „Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (Hbr 12, 6). Cierpienie oczyszcza i hartuje.

 

Cierpienie innych budzi w nas szczególną wrażliwość. Gdybyśmy nie mieli pośród nas cierpiących, nie potrafilibyśmy okazywać współczucia i miłosierdzia, które przecież są największymi boskimi przymiotami.

 

Cierpienie zmusza nas do refleksji, do zadawania ważnych pytań, których często dawno nie stawialiśmy. Musimy być bardziej aktywni duchowo. Wygląda na to, że cierpienie jest nam potrzebne, żebyśmy nie posnęli w samozadowoleniu, w egoizmie, w zapatrzeniu w siebie. Często inaczej Bóg do nas dotrzeć nie potrafi.

 

Dariusz Piórkowski SJ

mateusz.pl | kazanie pasyjne, 1 kwietnia 2007