WSPÓŁCZESNE ROZUMIENIE WOLNOŚCI

Wolność jest wartością. Co do tego nie mamy dziś wątpliwości. Czy jednak wszyscy tak samo ją rozumiemy? Jakie są granice wolności? Kto je ustala?

 

Gdyby chcieć sportretować współczesny świat, prawdopodobnie można by to zrobić przy pomocy alegorii człowieka trzymającego w dłoni sztandar wolności i stającego do radykalnej walki ze wszystkim, co go otacza. Wolność, z całej palety wartości, wydaje się być dzisiaj najbardziej ceniona. Ludzka dusza zaś przypomina sejsmograf, który wyczuwa najsubtelniejsze próby zawłaszczenia naszej wolności.

 

Być człowiekiem znaczy być wolnym

 

Z jednej strony jest to zrozumiałe. Potrzeba wolności jest bowiem jedną z tych cech, które odróżniają nas od innych ziemskich stworzeń. Być człowiekiem znaczy poniekąd tyle, co być wolnym. W starożytności obywatel Imperium Rzymskiego tym się odróżniał od niewolnika czy barbarzyńcy, że cieszył się właśnie wolnością, a przez to i pełnią człowieczeństwa.

 

Żyjemy w XXI w. Widzieliśmy już niejedną formę zniewolenia. Widzieliśmy ograniczanie wolności „w imię jedynie słusznych idei”. Widzieliśmy też zło, które powoduje niewola. I wiemy, że krępowanie człowieka, nawet jeśli przyświecają temu dobre intencje, zawsze kończy się tragicznie. Można by zatem przypuszczać, że obrona wolności i stawianie jej na piedestale ludzkich wartości jest rzeczą słuszną.

 

Czy wolność jest najważniejsza?

 

Z drugiej jednak strony widzimy coraz wyraźniej, że przecenianie wolności paradoksalnie również nie prowadzi do niczego dobrego. Nasz świat jest wolny, lecz im bardziej tę wolność manifestuje, tym dotkliwiej odczuwa, że krępują go coraz to nowe okowy. Słyszy się więc raz po raz, że człowieka należy wyzwolić również z ograniczeń kultury. Że dziedzictwo ojców, historia, patriotyzm czy religia pętają ludzki umysł. Według radykalnych piewców wolności tego rodzaju deklaracje to ciągle mało. Postulują oni zatem, aby wyzwolić człowieka również z więzów rasy, nacji, a nawet biologii i płci. Bo przecież człowiek sam może wybierać, kim chce być. Wolność jest przecież najważniejsza.

 

Czy w takim duchu powinniśmy również wychowywać dzieci? Może więc nie należy narzucać im na przykład konkretnej religii? To mogłoby ograniczać ich prawo wyboru. Czyż nasze dzieci nie będą w pełni ludźmi właśnie wtedy, gdy pozwolimy im samodzielnie decydować?

 

A zatem stoimy przed niełatwym dylematem. Z jednej strony dostrzegamy, że wolności nie wolno krępować, a z drugiej – odczuwamy naturalny niesmak względem przekraczania kolejnych jej barier. Powinniśmy zatem postawić sobie pytanie: czy faktycznie istnieją granice wolności, a jeśli tak, to kto je ustala?

 

Wolność a tożsamość

 

Po pierwsze, należy zauważyć, że zarówno krępowanie wolności, jak i jej gloryfikowanie, poniża człowieka. Zniewolenie w każdej postaci sprawia, że w człowieku zostaje umniejszone jestestwo.

 

I to jest dla nas jasne. Ale przełamywanie i niszczenie barier kultury czy natury w imię wolności jest jeszcze bardziej śmiercionośne, gdyż właśnie te granice wytyczają pewnego rodzaju kształt człowieka. Moja religia, narodowość, płeć określają moją tożsamość. Dzięki nim jestem tym, kim jestem, czyli wolną osobą. Niszczenie natury i kultury prowadzi w najlepszym wypadku do powstania „człowieka bez właściwości”, jak pisał Robert Musil – pustego, pozbawionego przekonań i podatnego na wszelkie manipulacje. W najgorszym zaś przypadku prowadzi po prostu do samozniszczenia, na co wskazywał Jan Paweł II, pisząc o tak zwanej cywilizacji śmierci.

 

Po drugie, chrześcijaństwo jest właśnie tą religią, która doskonale rozumie całą złożoność dwóch przywołanych wyżej prawd. Pierwsza mówi o tym, że wolność faktycznie jest jednym z największych darów – bo to ona czyni z nas istoty stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Druga zaś przypomina, że to właśnie wolność stała na początku stworzenia u progu największej katastrofy ludzkości, jaką był grzech pierworodny. Bo wolność jest nam dana, ale jest też zadana. Jest darem, którego nieustannie trzeba się uczyć.

 

Poznanie rzeczy a umiejętność dokonywania wyborów

 

Wolność można utracić na dwa sposoby. Pierwszy jest oczywisty – kiedy ktoś nam ją odbierze. Ten proces historia ludzkości zna doskonale: niewolnictwo, poniżanie kobiet, rasizm itp. Drugi sposób jest mniej oczywisty, bo wydaje się w Europie nowy. W gruncie rzeczy jest on wynalazkiem naszych czasów. Wolność możemy utracić wtedy, kiedy zatracimy umiejętność poznawania rzeczy, a na skutek tego sami pozbawimy się możliwości wyboru.

 

Tak więc z jednej strony skrajni „wolnościowcy” twierdzą, że nawet płeć możemy sobie wybrać, gdyż między mężczyzną a kobietą nie ma rzekomo żadnych różnic. Sugerują też, że obojętne jest, jaką wybierzemy religię, ponieważ wszystkie wyznania są podobno równe. Twierdzą też, że nasze wybory dopiero wtedy będą wolne, kiedy wcześniej nikt nam niczego w związku z nimi nie zaproponuje.

 

W kontekście tych narracji pojawiają się pomysły takie jak ten, że nie powinno się chrzcić dzieci i wychowywać ich religijnie. Bo przecież same powinny wybrać…

 

Prawda, dobro i piękno

 

Czy jednak możliwe jest samodzielne wybranie języka, którym mówimy, jeśli wcześniej nie poznalibyśmy chociażby jednego rodzaju mowy? Czy człowiek, który nigdy nie poznał żadnego słowa, będzie zdolny do wyboru między językiem polskim a angielskim? Czy ktokolwiek zgodziłby się z tezą, że kupując samochód, jego wybór odnośnie do marki i modelu będzie trafny o tyle, o ile przed zakupem nigdy do żadnego samochodu nie wsiądzie?

 

Wolność będzie wartością dopiero wtedy, kiedy będzie wskazywać na inne wartości, takie jak prawda, dobro i piękno. By móc je wybrać, trzeba je najpierw poznać.

 

Jan Paweł Strumiłowski OCIST

Różaniec 2/2019