BETLEJEM – ZIEMSKIE NAJŚWIĘTSZE MIEJSCE

Mój pierwszy pobyt w Betlejem. Trwa akurat druga intifada, powstanie Palestyńczyków. Niemal pusta bazylika Narodzenia Pańskiego. Schodzę po kilkunastu wąskich schodkach do groty.

 

Przed małym ołtarzem, wzniesionym nad miejscem narodzin Jezusa modli się Arab w długiej brązowej szacie i charakterystycznej arafatce na głowie. Stoi i bije pokłony. Klękam w głębi groty, trochę zawstydzony jego gestami i swoją niezbyt wylewną pobożnością. Gdy wychodzi, zbliżam się do miejsca pod prawosławnym ołtarzem. Klękam, całuję dużą, czternastoramienną srebrną gwiazdę z łacińskim napisem: Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est. 1717 – „Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus”. Podobny napis jest w Nazarecie: Hic verbum caro factum est – „Tu Słowo stało się ciałem”. Uderzające w swoim konkrecie „TU”. I chwila, w której czuję, że trzeba więcej myśleć o „geografii wiary”. Bóg objawia się bowiem nie tylko w konkretnej historii (historia objawienia), ale i w konkretnym miejscu. Powtarzane niemal bezwiednie słowa: Boże Narodzenie, wcielenie, objawienie, mogą stać się niestety niewiele znaczącą abstrakcją. A w tylu miejscach naszej wiary słychać „TU”. Bóg przychodzi do Ciebie, do mnie „tu”, w konkretnym miejscu i czasie Twojego, mojego życia, aby się dać, mówić o Sobie, wskazać drogę, którą można do Niego dojść, pójść z Nim dalej. Tak, ma rację George Weigel: „Katolicyzm to bardzo konkretna sprawa: dotyczy widzenia i słyszenia, dotyku, smaku i węchu…”. A przede wszystkim dotyczy na-ślad-owania – wkładania swoich stóp w ślady, które Jezus Chrystus zostawił na drogach pomiędzy Betlejem, Nazaretem i Jerozolimą, na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego i na Pustyni Judzkiej. Owszem, to metafora. Ale metafora żywa, wyrazista. Łatwiej naśladować, gdy czuje się wiatr od gór Moabu w Betlejem, zanurza się stopy w Jeziorze Galilejskim, dotyka skały Getsemani.

 

Prawosławny ołtarz i katolicki napis

 

Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est. 1717. Ten napis to wskazówka, że obok historii objawienia jest także geografia wiary. Ale i paradoks… Prawosławny ołtarz, nad nim ikona, zapach wschodnich kadzideł. A wokół gwiazdy… łaciński napis. To pamiątka wielowiekowych sporów o prawo własności sanktuarium Narodzenia Pańskiego. Było przyznawane raz katolikom, innym znów razem prawosławnym, w zależności od tego, kto znajdował łaskę u władców Imperium Otomańskiego. Zbudowali je chrześcijanie Bizancjum, a później obronili i wspaniale odnowili krzyżowcy. Potem przyszli tu franciszkanie, potem znowu bracia ze wschodu, pod koniec XVII w. znowu franciszkanie. Nieco później, w 1717 r., umieścili w grocie nową gwiazdę ze srebra, w miejsce poprzedniej, zniszczonej zębem czasu. W połowie XVIII w. prawosławni znowu przejmują bazylikę i usuwają gwiazdę. Dopiero wskutek stanowczego protestu u władz w Istambule, zgłoszonego przez ambasadora francuskiego, sułtan nakazuje przywrócenie gwiazdy. Ołtarz nad nią pozostanie własnością braci ze wschodu.

 

Rachela, Dawid, Rut

 

Podobnie jak burzliwa jest historia „srebrnej gwiazdy”, tak burzliwe są również losy Betlejem, cichego i sennego tylko w naszych kolędach. Nazwa Beth-Lahamu, czyli „dom Lahamu”, odnosiła się prawdopodobnie do jakiegoś bożka, czczonego tu przez Kananejczyków. Gdy przyszli Hebrajczycy, nazwę przekształcono na Beth-lahem – „Dom chleba”. W Piśmie Świętym pojawia się ona po raz pierwszy w opisie śmierci ukochanej żony patriarchy Jakuba – Racheli, która umiera u bram miasta i tam też zostaje pochowana. W Betlejem i na pobliskich polach rozegrała się także historia Rut Moabitki, która poślubiła jednego z synów żydówki Noemi, gdy ta przeniosła się do Moabu, ratując rodzinę przed głodem. Niedługo mąż i synowie Noemi umarli, kobieta zdecydowała się więc na powrót do Betlejem. Rut, szczerze kochająca swoją teściową, wyrusza z nią do ziemi Judy. Tu, by wyżywić siebie i Noemi, zbiera kłosy jęczmienne na polu Booza, którego oczarowuje jej wdzięk i dobroć względem Noemi. Obed, syn Booza i Rut, to dziadek króla Dawida.

 

Znamy też inną betlejemska historię biblijną, jak to prorok Samuel przybywa do tego miasta, by odnaleźć i namaścić nowego króla Izraela, bo poprzedni, Saul, sprzeniewierzył się swojemu powołaniu. Będzie nim właśnie Dawid, rudy i o pociągającym wyglądzie. Miało to dziać się w Betlejem, ale gdzie? Nie mamy na ten temat żadnych zapisów biblijnych. Mamy natomiast ciekawy przekaz z niezbyt odległych czasów: w 1875 r. niedaleko bazyliki Narodzenia stoi grupa sióstr zakonnych. To francuskie karmelitanki, które przybyły tutaj, by założyć w Mieście Dawidowym swój klasztor. Jest wśród nich także Arabka – Mariam Baouardy z Galilei, stygmatyczka, wizjonerka. To św. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, kanonizowana w tym roku przez papieża Franciszka. Zakonnice długo deliberują, za­stanawiają się, gdzie wznieść karmel. W pewnym momencie Maria słyszy: „Na kolebce ojca mego, Dawida, zbudujesz mi dom”. Ale gdzie ta kolebka? Po drugiej stronie niewielkiej doliny – wadi, wznosi się inne wzgórze. Siada na nim właśnie stado białych gołębi. „Tam zbudujemy nasz klasztor” – woła Mariam. Okazuje się, że wzgórze od wieków jest nazywane przez betlejemitów Wzgórzem Dawidowym. To tu kiedyś, twierdzą, młody Dawid pasał trzody swego ojca Jessego. I tu zachowała się grota, gdzie według tradycji został namaszczony na króla przez proroka Samuela. Siostry szybko nabywają kamienisty teren od arabskiego właściciela i rozpoczynają budowę, nad którą przez trzy ostatnie lata swojego życia będzie czuwała Mariam.

 

Zbadać dokładnie

 

Wróćmy do historii sprzed trzech tysięcy lat…. Dawid nigdy nie zdecydował się uczynić z Betlejem swojej stolicy – chciał bowiem zjednoczyć Izraela, rozciągając swoją władzę nie na jeden ród, lecz na wszystkie pokolenia Izraela. Dlatego celem jego zabiegów stała się Jerozolima. Betlejem stopniowo podupada i dwa wieki później jest już mało znaczącą osadą. Ale trwa nadzieja, związana z proroctwami dotyczącymi przyjścia Mesjasza – potomka Dawidowego, trwa. „A ty, Betlejem Efrata – woła osiem stuleci przed Chrystusem prorok Micheasz – najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności”.

 

Św. Łukasz nieprzypadkowo, rozpoczynając swoją Ewangelię, podkreśla, że postanowił „zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil”. Te „pierwsze chwile”, to historia narodzin Jezusa. Łukasz dodaje, że chce ją opowiedzieć „tak, jak je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa”. Natomiast po nakreśleniu scen z narodzin w Betlejem zauważy: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (2, 19). A zamykając cykl dziecięctwa Jezusa freskiem „odnalezienia w Świątyni” doda coś podobnego: „Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swoim sercu” (2, 51). Zaznacza w ten sposób, że jego źródło dotyczące narodzin i młodości Jezusa jest wiarygodne. Jest nim Maryja.

 

Jeśli „pierwsze chwile” były ważne dla Łukasza, ważne dla „dostojnego Teofila”, do którego kieruje swoją Ewangelię, to z pewnością także i dla innych. Simon Claude Mimouni, wybitny francuski badacz pierwotnego chrześcijaństwa palestyńskiego, uważa, że w grotach, związanych z narodzinami i śmiercią Jezusa (Betelem, Góra Oliwna, Grób Pański), nad którymi potem św. Helena wzniosła pierwsze trzy bazyliki Ziemi Świętej, judeochrześcijanie oddawali cześć Jezusowi, sprawowali swój kult już w I w.

 

Grota Narodzenia

 

Skąd jednak grota? Ewangelie jej nie wspominają. Ale już św. Justyn męczennik, który urodził się w Ziemi Świętej, w dziele Dialog z Żydem Tryfonem, napisanym około 160 r., tłumaczy: „Ponieważ Józef nie znalazł godnego miejsca w miasteczku, zatrzymał się w grocie w pobliżu Betlejem. Gdy się tam znajdowali, Maryja wydała na świat Chrystusa i położyła go w żłobie”. W pochodzącej z tego samego okresu „Protoewangelii Jakuba” czytamy: „Maryja zsiadła ze zwierzęcia i weszła do podziemnej groty […]. I tu porodziła syna […]” (XIII, 2). Orygenes, wielki pisarz chrześcijański, który nawiedzał miejsca święte w 215 r., pisał o czczeniu Groty Narodzenia jako o czymś ogólnie przyjętym przez mieszkańców okolicy: „W Betlejem istnieje grota, w której On się urodził, w niej zaś żłób, gdzie Go położono owiniętego w płótno. Miejsce to słynie w całej okolicy, a nawet wśród niewierzących, z tego, że urodził się tam Jezus, którego czczą i któremu się kłaniają chrześcijanie”. Nie wprost potwierdzają te zapisy archeologowie – w grotach przy bazylice Zwiastowania w Nazarecie i na betlejemskim Polu Pasterzy znaleziono specjalne wydrążenia w skale, służące do przeciągania przez nie postronków, którymi przywiązywano zwierzęta.

 

Burzliwe dzieje

 

Nie zawsze było jednak łatwo…. Nie zapominajmy, że przez Ziemię Świętą wciąż przewalały się i przewalają krwawe wojny i powstania. Od czasu cesarza Hadriana, a więc od 135 r. po Chr. – będzie wspominał św. Hieronim, wiele lat zamieszkujący w sąsiedztwie Groty Narodzenia – „aż do panowania Konstantyna, przez około 180 lat Betlejem, teraz nasze ziemskie najświętsze miejsce, było zaćmione lasem Tammuza, który jest Adonisem, a w grocie, gdzie kiedyś płakało dzieciątko Mesjasz, opłakiwany był kochanek Wenus”. Hadrian wypędził Żydów z terenu Betlejem, a skoro władze rzymskie uznały, że trzeba na miejscu groty zaprowadzić kult pogański, musiało to być podyktowane chęcią skończenia z rozwijającym się kultem chrześcijańskim.

 

Hieronim mógł napisać: „nasze ziemskie najświętsze miejsce”, bowiem 31 maja 339 r. cesarzowa Helena poświęciła wzniesioną nad grotą bazylikę Maryi Matki Bożej. Ośmioboczna absyda bazyliki umieszczona została bezpośrednio nad grotą, do której schodziło się po stopniach pod kamienną balustradą. Dzisiaj wejście jest gdzie indziej, ale pozostała z tamtej budowli Grota Narodzenia oraz resztki posadzki w nawie głównej, około pół metra poniżej obecnego poziomu. W 529 r. bizantyjski cesarz Justynian polecił rozebrać kościół betlejemski i zbudował na tym miejscu wspaniałą bazylikę. To właśnie ta budowla dotrwała do czasów obecnych. Nie zniszczyli jej Persowie w 614 r., ponieważ znaleźli na mozaice fasady wizerunki trzech magów w znanych im strojach. Wielokrotnie udało się ją obronić przed muzułmanami. To między innymi w tym celu zmniejszono główne wejście do świątyni – żeby nie mogły przez nie wjeżdżać wozy, którymi wywożono marmury na przejęte przez wyznawców Allacha Wzgórze Świątynne w Jerozolimie… Schylając się, by przejść przez te drzwi uświadamiamy sobie: Hic de Virgine Maria…

ks. Henryk Seweryniak

Przewodnik Katolicki 50-51/2015