DROGA DO DOSKONAŁOŚCI

Żarem palona tęsknoty nad siły,

Co dzień czekając na odejścia chwilę, 

Śmierć już przeżywasz, by złączyć się z Bogiem,

Lecz tym umierasz, że umrzeć nie możesz.”

 

Hymn z nieszporów o św. Teresie

 

Wielka mistyczka, heros wiary

Słysząc słowa z hymnu, pełne może nieco sentymentalnych i wydawałoby się egzaltowanych metafor, mając przed oczyma Ekstazę świętej Teresy Berniniego, dość pochopnie możemy zrazić się do tej świętej. Tak nieludzka się wydaje, tak oderwana od naszych codziennych zmagań i problemów. Już sam przydomek: „wielka” stawia nas w pewnym dystansie. My – mali, szarzy ludzie, ze swoimi małymi sprawami, z kalendarzami zaplanowanymi na najbliższe 2-3 miesiące. Ona – wielka mistyczka, heros wiary, czekająca z utęsknieniem na śmierć. Czego może nas nauczyć?

 

Teresa z Avila urodziła się 28. marca 1515 roku w pobożnej hiszpańskiej rodzinie szlacheckiej. Od dzieciństwa zafascynowana barwnymi żywotami świętych, wychowana w klasztorze augustianek, w wieku 21 lat wstępuje do Karmelu. Zastaje tam duże rozluźnienie dyscypliny. Klasztor w praktyce przypomina raczej pałac, w którym szlachetnie urodzone siostry prowadzą iście światowe życie. Praktycznie nie istnieje klauzura. Ciągłe odwiedziny bogatych i wpływowych krewnych, liczne rozmowy – bynajmniej nie pobożne – nie budują atmosfery modlitwy i kontemplacji. W takim momencie przed statystyczną nowicjuszką rysują się dwie możliwości: chcąc pozostać wierną sumieniu, wstąpić i poszukać lepszego klasztoru lub przystosować się do panujących układów. Teresa wybiera trzecią drogę: pozostaje wierna sumieniu oraz woli Bożej, która zaprowadziła ją do tego właśnie klasztoru. Nie bez znaczenia była tu na pewno jej choroba i uzdrowienie za wstawiennictwem św. Józefa, który odtąd będzie specjalnym opiekunem Teresy, a w przyszłości – zreformowanego Karmelu.

 

Przełomowy moment w życiu świętej ma miejsce w 1557 roku. Ma wtedy 42 lata. W czasie modlitwy kontempluje obraz ubiczowanego Chrystusa. Głębokie spojrzenie w oczy umęczonego Pana rozpoczyna rewolucję, o której będzie głośno nie tylko w Hiszpanii. Teresa odkrywa, że nie może starać o własne tylko zbawienie. Nie może żyć spokojnie, w mniemaniu świętości, obok błądzących sióstr. Później, w Twierdzy wewnętrznej, napisze, że probierzem miłości Boga jest miłość bliźniego. Nie miłuje prawdziwie Boga ten, kto stara się tylko o swój wewnętrzny rozwój, gardząc słabszym bliźnim. Tak na prawdę trwa w złudzeniu, a jego „mistycyzm” jest być może iluzją podsuwaną przez szatana.

 

Teresa wymyka się schematom, w jakie chcielibyśmy ją zamknąć. Czytając o jej ekstazach, lewitacjach, przebiciu serca grotem miłości, budujemy sobie obraz oderwanej od świata introwertyczki. A przecież jednocześnie dokonała wielkiego dzieła reformy zakonu. Od 1567 roku praktycznie nieustannie jeździ po Hiszpanii, zakładając kolejne fundacje. Z wyjątkiem jednej – wszędzie napotyka na trudności: poczynając od sprzeciwu władzy duchownej i świeckiej, poprzez problemy finansowe, konflikty z fundatorami, na problemach budowlanych kończąc. W międzyczasie dostaje się do aresztu domowego, a św. Jan od Krzyża – jej duchowy syn i współreformator gałęzi męskiej zakonu jest więziony i bity. Jej pisma zostają przebadane przez inkwizycję. A jednak w tym właśnie okazuje się autentyczność jej misji, że posłuszna Kościołowi zwycięsko przechodzi wszelkie prześladowania. I nawet działalność Inkwizycji okazuje się opatrznościowa, gdyż właśnie dzięki przechowaniu jej pism w archiwum Inkwizycji, zostały one zachowane dla nas w niemal źródłowej wersji.

 

Teresa w sposób idealny znalazła równowagę pomiędzy głębokim życiem kontemplacyjnym a życiem czynnym. Jedna sfera karmi drugą. Tym, co w świętej najbardziej fascynuje, jest jej ogromny realizm. Jej pisma są niezwykle konkretne i pełne bardzo praktycznych uwag. Anegdotyczne jest poczucie humoru świętej oraz wyczuwalna niekiedy ironia. Teresa posiada duży dystans do siebie. Również w relacji z Bogiem daleka jest od sentymentalnych frazesów. Tak jak w relacji z człowiekiem najważniejsza jest szczerość. Modlitwa nie wyłącza Teresy z otoczenia – ono zostaje w nią włączone. Wrażliwość na drugiego człowieka i jego duchową nędzę znajduje odzwierciedlenie w modlitwie wstawienniczej. Zwłaszcza bliskie sercu Karmelitanki są niepokoje religijne związane z szerzącą się wówczas reformacją.


Twarzy mej nie odwrócę i uciekać nie będę

Na koniec warto dodać, że przy całej aktywności duchowej i organizacyjnej, Teresa przez całe życie cierpi na chorobę serca. Gorączka, słabości, poczucie osamotnienia, oschłość nie odstępują jej na krok. Od strony ludzkiej nie jest wielka – jest niesamowicie słaba. Ale właśnie w tej słabości Bóg zechciał okazać swoją wielkość. Sprawił, że ta, która w wieku dwudziestu kilku lat miała umrzeć, w wieku 67 lat odchodzi jako założycielka 15 fundacji, mistyczka, autorka licznych dzieł duchowych, które zapewnią jej w 1970 roku tytuł doktora Kościoła. Teresa była wielka, ale wielka przede wszystkim mocą Bożą. I to stanowi dla nas nadzieję, pod warunkiem, że tak jak święta, będziemy chcieli być święci. A resztę Bóg dopełni.

 

Niech się spełni we mnie, Panie, wola Twoja, w czym i jak chcesz, wedle Boskiego upodobania Twego! Chcesz mi zesłać cierpienia? – daj siły do zniesienia i niech przyjdą; przeznaczasz mi prześladowania, choroby, zniewagi, nędzę i głód? – oto masz mnie, Ojcze mój! Twarzy mej nie odwrócę i uciekać nie będę.” (Droga doskonałości 32,10)

 

Dominik Jarczewski OP

liturgia.pl · 14 października 2007