BÓG NIE UCZY ASTRONOMII

Biblia opowiada o spotkaniu Boga i człowieka, ale i o historii, architekturze, geografii, biologii. I zdarza się, że czasem się myli… Czy w Biblii rzeczywiście są błędy – i czy mają wpływ na naszą wiarę?

 

Święty Mateusz wpatruje się uważnie w unoszącą się w powietrzu postać anioła. Jego prawa dłoń trzyma pióro, druga leży na otwartych kartach księgi. Już za moment ewangelista z obrazu Caravaggia Święty Mateusz i Anioł napisze kolejne zdanie Dobrej Nowiny podyktowane mu przez niebiańskiego wysłannika. Właśnie w taki sposób jeszcze niedawno wyobrażano sobie powstawanie Pisma Świętego: Bóg posługuje się człowiekiem jako narzędziem, dosłownie dyktując mu kolejne słowa i zdania ksiąg.

Dziś wiemy, że proces powstawania Biblii wyglądał jednak nieco inaczej, zaś w samym Piśmie Świętym możemy znaleźć pewne błędy i nieścisłości wynikające m.in. z poziomu wiedzy naukowej autorów biblijnych. Jakiego typu pomyłki możemy znaleźć na kartach Biblii? Czy podważają one wiarygodność Pisma Świętego?  

 

Objawienie i natchnienie

Na początku musimy odróżnić dwie ważne kwestie, które w powszechnym rozumieniu są mylone: natchnienie i objawienie – tłumaczy ks. prof. Mariusz Rosik, biblista z Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. – Całe Pismo Święte jest natchnione. To oznacza, że każde słowo, które się w nim pojawia, znalazło się tam, ponieważ Bóg tak chciał. Nie całe Pismo Święte jednak w równym stopniu objawia prawdę o Bogu. Przykładowo, objawiona jest prawda, że Bóg jest jeden w trzech osobach i jest Stwórcą świata: to wniosek, do którego człowiek nie mógłby dojść sam tylko o swoich własnych siłach rozumowych. Objawienie polega na tym, że Bóg dał człowiekowi zrozumienie pewnych prawd, które ten starał się wyrazić na piśmie za pomocą własnych słów. Nikt mu nie dyktował do ucha, ale on i tak zrozumiał więcej, niż pozwalał mu na to jego ludzki umysł. Z tego powodu możemy mówić o tym, że Biblia ma dwóch autorów: Boga i człowieka, czyli jest dziełem bosko-ludzkim. Natchnienie zaś jest procesem współpracy między tymi dwoma autorami.

W dokumentach Kościoła działanie Ducha Świętego na autorów biblijnych opisywane jest na ogół jako pewne oświecenie umysłu i poruszenie woli piszącego, który pozostał jednak wolny w swoim działaniu i zachował własną osobowość. Dlatego też w księgach biblijnych obecny jest sposób myślenia autora ludzkiego, ukształtowany przez czas i miejsce jego życia, a także jego wrażliwość, wykształcenie oraz kultura i obyczaje środowiska, w którym żył. Interwencje Boga w historii ludzkości opisywane są tak, jak był w stanie to uczynić człowiek tamtych czasów. Anna Świderkówna, słynna badaczka Biblii, podaje taki oto przykład: jeżeli autor biblijny wyobrażał sobie ziemię jako wielki placek lądu leżący na wodzie i przykryty sklepieniem niebieskim, nad którym też znajdują się wody (bo przecież z nieba spada woda!), nie zawarł tego obrazu w swoim opisie stworzenia świata po to, żeby pouczyć kogokolwiek o budowie naszej planety. Jego celem było powiedzenie, że to Bóg stworzył świat – a to, czy ma on postać płaskiej powierzchni, czy kuli, jest w tym momencie nieistotne.

 

Cztery wersje – każda inna?

Ewangeliści często inaczej opowiadają o tych samych wydarzeniach. Jednym z bardziej przejmujących cudów Jezusa jest uzdrowienie niewidomego, który zwrócił się do Niego słowami: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Ewangelista Marek podaje, że ślepiec ów miał na imię Bartymeusz, a Jezus spotkał go, gdy wychodził z Jerycha. Nieco inaczej opisuje to wydarzenie Łukasz, który zwraca uwagę, że rzecz działa się, kiedy Jezus zbliżał się do Jerycha. Mateusz podobnie jak Marek pisze, że Jezus dokonał cudu już po wyjściu z miasta, ale za to twierdzi, że uzdrowił On nie jednego, lecz dwóch niewidomych, Jan w ogóle nie wspomina o tym wydarzeniu.

Który z autorów ma rację? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć. Ewangelie nie są reporterskimi sprawozdaniami z działalności Jezusa z Nazaretu. Ich autorom nie zależało na tym, aby przeprowadziwszy wyczerpujące dziennikarskie śledztwo, podać dokładny czas i lokalizację danego zdarzenia. To, czy uzdrowienie miało miejsce, gdy Jezus szedł czy wracał z Jerycha, nie miało znaczenia. Liczył się sens: Jezus ma moc uzdrawiania, nie jest obojętny na pragnienia człowieka, jest królem, Synem Dawida.

Takie „elastyczne” podejście do detali jest związane również ze starożytnym postrzeganiem historii. Dziś od historyków wymaga się swoistego obiektywizmu, czyli przytaczania „twardych” faktów, ewentualnie ich interpretacji, ale tylko takiej, która będzie się bardzo ściśle owych faktów trzymać. W czasach antycznych historykom zależało przede wszystkim na pewnym przekazie ideologicznym (lub teologicznym, jak jest w przypadku Biblii). Właśnie temu przekazowi autorzy starożytnych biografii czy kronik podporządkowywali wydarzenia historyczne. To odmienne od naszego podejście do prawdy historycznej dobrze wyraża hebrajskie słowo emet. Oznacza ono prawdę – ale nie, jak ją rozumiemy dziś, czyli „zgodność z rzeczywistością”, ale coś niezawodnego, na czym można się oprzeć z pełnym zaufaniem. Dla starożytnych Izraelitów opowieść była prawdziwa nie dlatego, że drobiazgowo odtwarzała wszelkie fakty i wydarzenia, ale dlatego, że mogli się na niej oprzeć w kształtowaniu swojego życia.

 

Pan Tadeusz w Biblii

Również w Starym Testamencie pojawiają się niezgodności historyczne. Istnieje kilka teorii dotyczących zburzenia miasta Jerycho. Chociaż pojawiają się głosy, że do upadku Jerycha doszło dokładnie w tym czasie i w taki sposób, jak opisuje Biblia, jednak większość archeologów oraz biblistów twierdzi, że odkrycia archeologiczne zaprzeczają przekazowi biblijnemu. Według najbardziej popularnej teorii, kiedy Izraelici pojawili się na zachodnim brzegu Jordanu, miasto było już od ponad stu lat opuszczone. Czy to oznacza, że Księga Jozuego jest „mniej” natchniona od pozostałych?

Za każdym razem, gdy sięgamy po konkretną księgę biblijną, musimy zadać pytanie o cel jej powstania — wyjaśnia ks. Rosik. – Księga Jozuego powstawała w VI wieku przed Chrystusem, najprawdopodobniej w okresie niewoli babilońskiej. Opisuje wydarzenia jeszcze wcześniejsze, bo datowane na około 1200 r. p.n.e. Przez te 600 lat opowieść o zdobyciu Jerycha przekazywana była tylko na zasadzie tradycji ustnej. Co jednak dużo istotniejsze, Księga Jozuego jest dla Żydów „epopeją narodową”, takim Panem Tadeuszem narodu żydowskiego. Pan Tadeusz powstawał, kiedy Polska zniknęła z map świata. Mickiewicz pisał go, by wzmocnić ducha narodu. Identyczny cel ma Księga Jozuego. Izraelici są w niewoli babilońskiej, Jerozolima leży w gruzach, a świątynia jest zburzona. Autor Księgi Jozuego przedstawiając swój naród jako waleczny, taki który pobił Kananejczyków i wybił mieszkańców Jerycha, próbuje podnieść ducha narodu, rozbudzić w nim tęsknotę za ojczyzną oraz nadzieję na powrót do Jerozolimy.

Księga Jozuego jest zatem tak samo natchniona jest pozostałe księgi. To znaczy, że Bóg chciał, aby historia spektakularnego zdobycia Jerycha – z murami upadającymi na dźwięk trąb – została przekazana nam właśnie w takim kształcie. Znów liczy się bowiem nie faktografia, ale sens teologiczny: to, że Bóg czuwa nad swoim ludem i prowadzi go do zwycięstwa nad nieprzyjaciółmi, a w szerszym rozumieniu również nad grzechem.

 

Myślenie obrazem

Zrozumienie poszczególnych fragmentów Pisma Świętego utrudniają również różnice między współczesną, zachodnią mentalnością ukształtowaną o wzorce starożytnej Grecji i Rzymu a mentalnością semicką. Dla ludzi wychowanych w mentalności zachodniej czymś oczywistym jest konieczność stosowania wywodu logicznego: wyciąganie wniosków z dwóch lub więcej przesłanek, pomiędzy którymi zachodzi związek logiczny. Inaczej jest w przypadku starożytnych Żydów, u których myślenie logiczne mogło być zastępowane przez myślenie obrazowe. Bardzo dobrze widać to w przypowieści o uczcie królewskiej (Mt 22, 1–14). Kiedy goście weselni wzgardzają zaproszeniem króla, ten nakazuje swoim sługom wyjść na rozstajne drogi i sprowadzić na ucztę wszystkich, których spotkają. Sala zapełnia się biesiadnikami, wchodzi król i dostrzega człowieka, który nie jest ubrany w strój weselny. Wzburzony władca rozkazuje wyrzucić go na zewnątrz, tam gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębów”. Nasza pierwsza reakcja – dlaczego? Przecież ci ludzie zebrani przez sługi prosto z ulicy raczej nie byli przygotowani do wzięcia udziału w weselu. Wśród nich byli zapewne robotnicy zmierzający do pracy, kupcy, cudzoziemcy, a także ludzie ubodzy i żebracy, którzy mogli po prostu nie posiadać stroju weselnego. Dlaczego więc król ma do jednego z nich pretensje?

Ta przypowieść, która dla nas może być kłopotliwa, dla starożytnych Żydów wcale taka nie była. Pomiędzy tymi dwoma obrazami – zapraszania na ucztę wszystkich ludzi idących drogą oraz wyrzucenia z uczty człowieka, który nie ubrał się odpowiednio – nie musi być logicznego przejścia. Jest to bowiem przykład myślenia obrazowego. Pierwszy obraz: Bóg wszystkich zaprasza do swojego królestwa – jest właściwy. Drugi obraz: jeśli ktoś jest niegodny, nie ostoi się w królestwie Bożym, także jest właściwy. Chociaż te dwa obrazy znajdują się w tym samym tekście, jeden nie musi wynikać z drugiego.

 

Chrześcijaństwo, nie astronomia

Biblia nie spadła z nieba. Została napisana przez konkretnych ludzi, prowadzonych przez Ducha Świętego. Stanowi świadectwo tego, że Bóg szanuje człowieka, jego historię i sposób oglądania świata. Jest nieomylna w kwestiach Boga, wiary i relacji między Bogiem a człowiekiem, ale mogą pojawiać się w niej nieścisłości czy nawet – z dzisiejszego punktu widzenia – błędy w kwestiach nauk szczegółowych, takich jak geografia, astronomia czy archeologia. Kontrowersyjne? Nie, jeśli uświadomimy sobie, że celem napisania Biblii jest przekazać nam wiedzę o Bogu i doprowadzić nas do zbawienia. Już św. Augustyn pisał przecież, że: „Pan Jezus nie powiedział: «Poślę wam Ducha Pocieszyciela, aby pouczył was o torach Słońca i Księżyca». Chciał przecież ukształtować chrześcijan, a nie astronomów”.

Agata Bobryk

Przewodnik Katolicki 15/2018