Daj mi trochę wiary

Gdybym miał tylko troszkę wiary, odrobinę, jak ziarnko gorczycy, to by wystarczyło, to bym góry przenosił, mury rozwalał, z pułapek się uwalniał, zranienia wybaczał. Przecież to obiecał Chrystus, że tylko tyle potrzeba. Bo jak tę troszkę wiary znajdzie we mnie Bóg, będą się działy cuda

Ziarno gorczycy, trochę wiary

Od lat organizuję rekolekcje liturgiczne Mysterium fascinans. Historia powtarza się wręcz rok w rok. Wrześniowe dni rekolekcji zbliżają się wielkimi krokami, a tu brakuje pieniędzy, żeby wszystko jakoś podomykać. W tym roku brakowało kilku tysięcy. Idę do kaplicy i rozmawiam szczerze, jak syn z Tatą: „Ojcze, chcesz tych rekolekcji, to decyduj, są Twoje. Jak chcesz to wiedz, że to kosztuje. Co Cię będę oszukiwał, potrzeba pieniędzy i tyle”. W ciągu tygodnia dostaję telefon, że znalazł się sponsor, wpłacił całą brakującą kwotę. Po raz kolejny mur mojej niemocy został obalony. Ziarno gorczycy, trochę wiary – więcej nie trzeba było, żeby zobaczyć, że nie ma takich murów, których nie da się rozwalić.

Jest noc, prawie nic nie widać, słychać tylko szum fal. Wprawdzie księżyc daje odrobinę światła, ale już po kilku metrach delikatne fale zupełnie zlewają się z ciemnością rozciągającą się na horyzoncie. – Gdzie jest brzeg, jak daleko stąd? Za mną słychać już tętent koni przy rydwanach faraona. Przede mną rozciągająca się morska otchłań, wodna przepaść, która nas zaraz pochłonie, ciemność nie do przekroczenia – pewnie takie myśli rodziły się w głowie Mojżesza, kiedy wyprowadziwszy Izrael z Egiptu, stanął na brzegu Morza Czerwonego, pogrążył się w ciemności beznadziei i mrokach niewiary całego ludu: – Czyż brakowało grobów w Egipcie? Czy nie mówiliśmy ci wyraźnie: zostaw nas w spokoju? Wtedy Mojżesz zaczął wołać, krzyczeć, wręcz drzeć się do Boga, tak że sam Bóg w końcu zwraca się do niego: – Co się tak drzesz, co tak krzyczysz do mnie? Przecież Ja cię słyszę, przecież Ja widzę, co się dzieje, przecież wiem, czego potrzebujesz. Wejdź w tę ciemność, zaryzykuj i uwierz, że Ja jestem po drugiej stronie. Wejdź w tę ciemność, a Ja ci rozdzielę tę wodę. Mojżesz wszedł i morze się rozdzieliło.

Zaufaj Mu, powierz Mu swoje życie i wejdź w tę przepaść, która się rozciąga przed tobą – Bóg jest po drugiej stronie. Jeżeli wejdziesz, zobaczysz, że nie ma takiej przepaści, której nie da się przeskoczyć.

Co to za pułapka, z której nie może się wydostać?

Głoszę jakiś czas temu rekolekcje. Jest osoba, która od pierwszego dnia wyraźnie z czymś walczy, miota się. Widać, że bardzo by chciała coś zrobić, ale jest w niej za dużo lęku. Tak jakby była czymś zniewolona, jakby nie mogła sama podjąć decyzji. Patrzę na nią w czasie Mszy, a po policzkach płyną łzy, do Komunii nie przychodzi. Dzień po dniu. Przychodzi dzień spowiedzi, czekam w konfesjonale, przyszli wszyscy, tylko nie ona. A na Eucharystii znów łzy skrzętnie zasłaniane. „Co ją tak zniewala, co to za pułapka, z której nie może się wydostać?” – zastanawiam się. W końcu głoszę rekolekcyjne słowo: Jeśli masz wiarę to będziesz sprawdzać, czy Bóg ma moc. Jak uwierzysz to będziesz patrzeć, jak Bóg cię uzdrawia, oczyszcza, przywraca życie. Potrzeba tylko odrobiony wiary, żeby spróbować, żeby zaryzykować, oddać mu swoją chorobę, swoją niewolę i zobaczyć, co Bóg z tym robi.

Wieczorem ta osoba podchodzi, najpierw wylewa morze łez, a potem przez te łzy mówi: – Proszę księdza, chcę się wyspowiadać, po długim okresie czasu. Ja po prostu nie wierzyłam, że Bóg może mnie uzdrowić, uwolnić z mojego grzechu. Bałam się, że się wyspowiadam, a jutro znów zrobię to samo. Dzisiaj proszę o spowiedź.

Odrobina wiary wystarczyła, bo nie ma takiej pułapki, z której Bóg nie mógłby cię uwolnić.

Wieczernik, niedziela wieczorem, kilkadziesiąt godzin po tym, jak umarł na krzyżu ich Mistrz. Pewnie są tacy, którzy są po prostu wściekli, bo miało być zupełnie inaczej. Inni siedzą sparaliżowani lękiem, bo skoro Jego zabili to pewnie i nas zabiją. Pewnie są tacy, jak Tomasz, którym już jest wszystko jedno, co się będzie działo, bo chyba tak trzeba rozumieć jego wyjście z pozamykanego na wszystkie spusty Wieczernika. Piotr pewnie siedzi ze swoim własnym grzechem i zastanawia się, jakby można było naprawić tę sytuację, choć jest ona chyba nie do naprawienia. Wtedy wchodzi tam Zmartwychwstały. Przychodzi także tydzień później, specjalnie dla Tomasza, aby pokazać mu Swoje rany. A apostołowie wchodzą w sam środek miłosierdzia, zanurzają się w tych ranach Jezusa, tak jak to uczynił Tomasz. Zrobił on najsensowniejszą rzecz, jaką można było wtedy zrobić – zanurzył się w samym sercu miłosierdzia, wszedł ze swoim życiem w rany Jezusa Chrystusa, a jak mówi Izajasz, w tych ranach jest nasze zdrowie. Zanurzył się właśnie w tym miejscu, w którym znalazł uzdrowienie. Jego konsekwencją było natychmiastowe wyznanie wiary. Choć pewnie tę odrobinę wiary miał już wcześniej. Była mu potrzebna tamta chwila, żeby zanurzyć się w ranach Jezusa.

Odrobina wiary wystarczy

Zanurzenie się w miłosierdziu Pana to nie jest łatwe spotkanie, ponieważ rany, które pozostały po Zmartwychwstaniu, wołają: „Ty mi to zrobiłeś, to jest twoja wina”. Jednak Chrystus pokazując nam te rany, od razu dodaje: „Ja to wziąłem na siebie, ja poniosłem twoją karę i przebaczyłem ci. Moje rany są znakiem mojej miłości do ciebie. Moje rany są po to, żebyś ty ich nie miał. Wystarczy odrobina wiary, żeby i twoje rany zaczęły owocować, żeby z nich wypłynęła miłość.

Odrobina wiary wystarczy, jeśli wpierw spotkasz się z ranami Chrystusa, tak jak Tomasz. On w nich właśnie zobaczył, że nie ma takiej rany, której nie można wybaczyć.

Daj mi, Panie, trochę wiary. To mi całkowicie wystarczy. Naprawdę, tylko trochę wiary.

ks. Krzysztof Porosło
stacja7.pl