Granice wychowania

Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw.

Niedojrzałość dziecka

Dziecko inaczej postrzega i rozumie otaczający go świat niż dorośli. W wyniku długiego, często bolesnego procesu rozwojowego stopniowo staje się doroślejsze, dojrzalsze. Dając dziecku pozycję i status osoby dorosłej, obdarowuje się kruchą, niedojrzałą osobę zbyt wielkim ciężarem odpowiedzialności podejmowania niezliczonych decyzji, do której wcale jeszcze nie dorosło oraz zbyt dużą swobodę. Sylwia Rimm twierdzi: „traktuj dzieci jak małych dorosłych. Niech podejmują dziecięce, a nie dorosłe decyzje. Nie uzgadniaj z nimi wszystkiego, przypuszczając, że są w stanie dzielić z tobą twoje dorosłe doświadczenia i uczucia. Pozwól im z upragnieniem oczekiwać »przywilejów i władzy, umożliwiaj stopniowe zdobywanie statusu dorosłej osoby”.

Zależność dziecka

Dziecko jest jedną z wielu osób w rodzinie, nie zaś osobą najważniejszą. W grupie społecznej, jaką jest rodzina, wszystkie osoby są równie ważne. Nie można więc jednego lub dwóch członków rodziny stawiać na piedestale (nieważne, czy będą to dzieci, czy dorośli).

Członkowie rodziny są ze sobą silnie powiązani oraz od siebie zależni. Dzięki tej określonej hierarchii oraz sieci zależności rodzina może być trwałą strukturą, w miarę odporną na życiowe i społeczne kataklizmy. Jednak to rodzice, czyli osoby dorosłe, stoją na szczycie owej hierarchicznej sieci zależności, jaką jest rodzina i to na nich spoczywa obowiązek kierowania rodziną, a więc i dziećmi. Stanisław Sławiński pisze: „bowiem nie jest w stanie samo dobrze pokierować sobą, a zwłaszcza swoim rozwojem i dlatego kierownictwo z zewnątrz jest niezbędne. Bez wychowawczego kierownictwa dorosłych dziecko osiągnie w swoim rozwoju jedynie niewielką cząstkę tego, co mogłoby w sobie ukształtować dzięki decyzjom swoich rodziców, nauczycieli i wychowawców”.

Potrzeby wychowawców i dziecka Potrzeby dzieci są równie ważne, jak potrzeby dorosłych. Dziecko nie może być stawiane w centrum rodziny, jego potrzeby nie są bowiem najważniejsze, lecz równie ważne jak potrzeby pozostałych domowników (rodziców, rodzeństwa, dziadków). Nie można bezkarnie zakłócać kruchej równowagi rodziny. Rodzice, opiekując się dziećmi i dbając o ich prawidłowy rozwój, nie mogą zapominać o własnych potrzebach i własnym rozwoju.

Prawa oraz przywileje wychowawców i dziecka

Należy zachować zdrową równowagę między prawami i przywilejami dzieci a prawami i przywilejami dorosłych. Dzieci nie mogą mieć samych praw i przywilejów!

Obecnie dorośli znajdują się na podrzędnej pozycji w rodzinie (odwrócenie hierarchii ról w rodzinie). Dzieci mają w niej znacznie więcej praw i przywilejów niż dorośli, a obowiązków – niewiele lub wcale. O prawach i przywilejach rodziców prawie w ogóle się nie mówi, jakby były czymś „nie na miejscu”. Należy pamiętać, że dorośli powinni mieć więcej praw, ale i w związku z tym więcej obowiązków niż dzieci.

„Karta praw rodziców” autorstwa Marty Matuszczak zawiera zaledwie sześć punktów (publikowane w różnych źródłach prawa dziecka są znacznie bardziej rozbudowane!). Punkt drugi głosi: „o siebie, bądź dla siebie dobry – tylko, gdy będziesz szczęśliwy, wychowasz szczęśliwe dziecko”.

Prawidłowy rozwój dziecka

Dziecko nie może rozwijać się wyłącznie spontanicznie i swobodnie, niczym nieskrępowane. Potencjał każdej jednostki jest tylko teoretycznie nieograniczony. Tak naprawdę ogranicza nas zarówno nasz potencjał genetyczny, środowisko rodzinne i społeczne, w którym się wychowujemy oraz warunki ekonomiczne i gospodarcze. Antoni Kępiński pisał, że rozwój człowieka polega na tym, iż: „wielu potencjalnych form czynnościowych tylko nieliczne mają prawo rozwoju, inne muszą zostać stłumione. Fakt, że chodzimy, mówimy, piszemy itd. w określony sposób, wynika nie tylko stąd, że dane zachowania się zostały pod wpływem uczenia się rozwinięte, lecz też stąd, że możliwe zostały jednocześnie stłumione”.

Jeśli pozostawi się dziecko samemu sobie, aby w nieskrępowanym procesie samowychowania rozwijało swoją dobrą naturę, to czeka nas (rodziców i wychowawców) oraz nasze dziecko nieunikniona porażka. Dziecko rozwija się nie dlatego, że ułatwia mu się rozwój poprzez usuwanie przeszkód, ale dlatego, że czasami usuwa się zagrażające mu bariery, ale częściej zachęca się je do samodzielnego (pod nadzorem dorosłych) pokonywania różnych ograniczeń.

Autorytet wychowawców

Dziecko nie może być samo dla siebie autorytetem, ponieważ nie wie, co to jest autorytet i co oznacza bycie dla kogoś autorytetem. To dzięki zewnętrznym autorytetom dziecko dojrzewając będzie mogło dokonać internalizacji wartości, które staną się częścią jego sumienia, czyli wewnętrznego autorytetu. Niszcząc autorytet rodziców i nauczycieli nie tylko osłabiamy wpływ wychowawców na dzieci, ale również osłabiamy dzieci. A słabi, bezradni dorośli nie wychowają silnych, zaradnych dzieci.

Powinność wychowania

Immanuel Kant twierdził, że: „Człowiek może stać się człowiekiem tylko poprzez wychowanie. Jest tylko tym, co wychowanie z niego uczyni”. Jeśli więc odmówimy dziecku prawa do wychowania, to nie dość, że pozbawimy je prawa do bycia w pełni człowiekiem, ale także nie pozwolimy mu na pełny rozwój jego potencjału. Według filozofa z Królewca człowiek nie tyle musi, co raczej powinien być wychowywany, a powinność ta jest obowiązkiem rodziców, pedagogów, wychowawców.

Analizując tylko tę jedną myśl Kanta można dostrzec redukcjonizm pajdocentrycznej wizji człowieka. Według zwolenników pajdocentryzmu dziecko nie powinno być wcale wychowywane, ale jedynie wspierane w samodzielnym, spontanicznym rozwoju – wystarczy więc jedynie opiekować się dzieckiem, pielęgnować je dopóki samo nie stanie się na tyle duże, aby mogło robić to samodzielnie. Ale przecież zwierzęta tak samo wspierają swoje dzieci w spontanicznym, opartym na naturalnych instynktach rozwoju. Czym wobec tego ma się różnić wychowanie ludzkie od „wychowania” zwierząt?

Według Kanta „Wychowanie jest sztuką, której realizacja musi być doskonalona przez wiele pokoleń”. Jest sztuką, bowiem predyspozycje naturalne nie są w stanie rozwinąć się w człowieku samoistnie. Twórcy pajdocentryzmu (teorii wychowania dającej dziecku uprzywilejowaną pozycję w rodzinie i w społeczeństwie) uważali, że wychowanie jest przymusem, przemocą stosowaną wobec bezbronnego dziecka, które dopiero wtedy będzie mogło rozwinąć pełnię swoich możliwości, gdy zostanie uwolnione od zgubnego wpływu wychowania.

Optymistyczne założenia zwolenników pajdocentryzmu nie znalazły potwierdzenia w realnej rzeczywistości, jednak zasiały zamęt i niepokój w umysłach osób odpowiedzialnych za wychowywanie najmłodszych pokoleń. Sprawiły, że większość z nich straciła wiarę w sens i konieczność wychowania dzieci, a wraz z nią – w swoje wychowawcze kompetencje.

Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw.

Infantylni, niedojrzali obywatele obawiają się odpowiedzialności za siebie, wszelkiego ryzyka, wolności. Bez protestu zrzekają się swych obywatelskich i ludzkich uprawnień na rzecz silnego i rozbudowanego państwa, które ma być gwarantem ich bezpieczeństwa, dobrobytu i swobody.

Jakimi rodzicami będą pajdocentrycznie wychowywane dzieci, nauczone, że tylko one i ich potrzeby są najważniejsze? Czy stworzą stabilne wspólnoty, poświęcą się wychowaniu własnych dzieci? Czy wezmą na swoje barki odpowiedzialność za drugiego człowieka, za jego rozwój i szczęście?

Małgorzata Nowotka
Wychowawca 7-8/2012

Czego możemy nauczyć się od Aniołów?

Tajemniczym światem aniołów interesujemy się z wielu powodów. Myślę, że warto swoje zainteresowanie tym tematem przełożyć na spojrzenie, które pozwoli nam czegoś się od aniołów nauczyć, bo w końcu o to chyba chodzi.

Wiedza o tym, ile jest chórów anielskich, jak się nazywają czy po której stronie lata nasz anioł stróż, jest bardzo ciekawa i czasem dobrze się czegoś tu dowiedzieć. Na nic jednak nam ta wiedza, jeżeli nasze życie ani drgnie pod jej wpływem. Przy bramach nieba nie czekają bowiem egzaminatorzy z pasjonującego skądinąd przedmiotu, jakim jest wiedza o sacrum, tylko kochający Bóg z pytaniem o wiarę, nadzieję i miłość. Dobrze jest więc spojrzeć na aniołów jako na kogoś, kto może nas czegoś nauczyć.

Przykład, gdy brak przykładu

W swoim "Dzienniczku" św. Faustyna napisała o św. Michale Archaniele, że „nie miał przykładu w pełnieniu woli Bożej, a jednak spełnił wiernie życzenia Boże”. Według tradycji on był tym pierwszym, który wystąpił przeciwko zbuntowanym aniołom. Wcześniej nie było żadnego stworzenia, z którego można by wziąć przykład.

My, ludzie, rzadko tak działamy. Nie chcemy wychodzić przed szereg, nie chcemy przecierać innym szlaków. To przeważnie dużo kosztuje, naraża nas na zbyt wielkie ryzyko i niebezpieczeństwo. Ruszenie do przodu jako ten pierwszy wiąże się zazwyczaj z wzięciem na swoje barki roli lidera, a niewielu z nas chce nim być, bo to duża odpowiedzialność. Wolimy więc stać gdzieś na uboczu, przyglądać się, a gdy stwierdzimy, że jest na to dogodny moment, wkraczamy ewentualnie do akcji.

Od dwóch tysięcy lat wynosimy na ołtarze świętych, którzy mają być dla nas przykładem, jak można dochodzić do Boga. Mamy ich już tylu, że można by nimi obłożyć każdy dzień w roku w trzydziestu kalendarzach. Są patronami właściwie wszystkiego. Nie ma sprawy, która nie miałaby swojego świętego. Masz czkawkę? Jest św. Bernardyn ze Sieny. Masz nieposłuszne psy? Jest św. Hubert. Masz złośliwą żonę? Jest św. Gummar. Jesteś brzydki? Tak, tak, od tego też jest święty – św. Drago. Dysponujemy skarbcem wzorów godnych naśladowania, z którego możemy czerpać przez całe życie, i nie ma możliwości, byśmy go wyczerpali.

W życiu bywa, że czasem stajemy w obliczu jawnej niesprawiedliwości i – choć inni też to widzą – nikt nie reaguje. A niewątpliwie trzeba, o czym będzie nas potem przekonywać gryzące sumienie, jeżeli i my nic nie zrobimy. Trudno jest wystąpić jako pierwszy, na przykład broniąc kogoś niesłusznie oskarżonego czy wstawiając się za klasowym popychadłem, ale tego uczy nas choćby św. Michał Archanioł. Aniołowie pod jego przywództwem są dla nas przykładem, jak działać, gdy – jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi – nie mamy odpowiedniego przykładu działania i przychodzi nam być tymi pierwszymi, którzy zareagują.

Uczucia i emocje to źli doradcy

Drugą rzeczą, którą możemy nauczyć się od aniołów, jest niekierowanie się emocjami. Pamiętam, że przez długi czas, gdy patrzyłem na wizerunki św. Michała Archanioła, zastanawiałem się, jak to jest, że został on przedstawiony w walczącej pozie, z uniesionym wysoko mieczem, przygotowanym do uderzenia, a jego twarz jest taka spokojna. Ten kontrast długo mnie intrygował. Na twarzach walczących ludzi z reguły malują się przecież złość, nienawiść, wściekłość, szał i inne podobne uczucia. Twarz św. Michała natomiast wygląda jak symbol spokoju i opanowania.

Wszystko wyjaśniło się, gdy znalazłem w "Państwie Bożym" św. Augustyna fragment dotyczący aniołów, który mówił, że muszą oni „bez gniewu karać tych, których odwieczny wyrok Boży karać poleca, i bez współczucia dla nieszczęścia wspierać nieszczęśliwych, i bez uczucia trwogi wobec niebezpieczeństwa grożącego tym, których miłują, z pomocą spieszyć”. Również św. Dionizy Areopagita, opisując hierarchię anielską, stwierdził, że aniołowie wykonują swoje zadania, które można wykonywać, będąc powodowanym uczuciem gniewu, współczucia i trwogi, lecz u nich czyny te wynikają z „męskiej energii ich rozumu” i „nieprzezwyciężonej wytrwałości w porządku boskim i niewzruszonym”. W ich działaniach nie ma emocji, bo rozum jest od nich ważniejszy i to jemu są podporządkowane.

My, ludzie, wiemy bardzo dobrze, że emocje i uczucia są złym doradcą, choć ta wiedza często jest przysłaniana chwilowym podekscytowaniem, irytacją czy rozpaczą. Kierowanie się uczuciami bardzo często wpędza nas w kłopoty. To one sprawiają, że niesprawiedliwie oceniamy innych ludzi, że bierzemy to, co do nas nie należy, że chodzimy drogami, które co prawda dają wiele przyjemności, ale mają to do siebie, że prowadzą raczej w dół niż w górę. Emocje i uczucia szybko się zmieniają, a jeżeli mamy się w życiu czymś kierować, to lepiej podążać za tym, co niezmienne, stałe i pewne. Każdy pielgrzym to przyzna, a my jesteśmy w końcu Kościołem pielgrzymującym.

Warto mieć, gdy coś w środku targa nas na wszystkie strony, przed oczami wizerunek św. Michała, który będzie przypominał, że jeżeli będziemy wiedzieć, czego chce od nas Bóg, i będziemy za tym podążać, to osiągniemy spokój i nie będzie potrzeby, by unosić się gniewem.

Pokora, pokora i jeszcze raz pokora

Trzecią rzeczą, której możemy nauczyć się od aniołów, jest niesamowita pokora i to, że nie szukają oni dla siebie uznania czy poklasku. Aniołowie są istotami duchowymi, doskonalszymi od nas, a jednak nam służą. Oczywiście na początku nie każdemu z nich się to spodobało, stąd bunt Lucyfera i jednej trzeciej aniołów. Mimo to ogromna ich większość zdecydowała się (mają bowiem wolną wolę) na przyjęcie tego zadania od Pana Boga.

Ja w każdym razie swojego anioła stróża podziwiam – nie musi tego robić, ale lata za mną krok w krok lub raczej: skrzydło w rękę, i ogląda to wszystko, co wyprawiam, a potem jeszcze jest na każde moje zawołanie, gdy akurat potrzebuję pomocy, bo sam się wpakowałem w jakieś bagno, i go wołam. Czyż to nie jest jeden z najdoskonalszych przejawów pokory i poświęcenia? Być przy człowieku przez tyle czasu, w dodatku często jako ktoś ignorowany i prawie niezauważany, a mimo to nieść pomoc, gdy tylko on sobie o nas przypomni.

Pamiętam jedno ze swoich pierwszych zetknięć z wolontariuszami. To było w Krakowie podczas Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, który co roku organizuje fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko. Pamiętam, że imponowały mi osoby, które w zielonych koszulkach z logo fundacji i z plakietkami zawieszonymi na szyjach pomagały zarówno niepełnosprawnym uczestnikom festiwalu, jak i organizatorom w sprawnym przygotowaniu imprezy. Krążyły wokół bawiących się ludzi, doglądały i sprawdzały, zawsze gotowe pomóc, gdy tylko ktoś się do nich w jakiejś sprawie zgłosi. Oprócz tego świetnie się bawiły, tańczyły i uśmiech nie schodził z ich twarzy.

Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem lepszego przedstawienia tego, jak wyglądają i działają aniołowie. Miałem wtedy wrażenie – nieważne, jak patetycznie to zabrzmi – że tak jak Bóg stworzył aniołów, żeby niejako za kulisami pomagały Mu ogarniać wszechświat, tak różnego rodzaju fundacje i organizacje przyjmują wolontariuszy, by dać im okazję do uratowania świata. Powód ich działania i metody są w zasadzie podobne. Wtedy naprawdę pierwszy raz popatrzyłem na wolontariuszy jako na osoby, które często w sposób niewidoczny dla świata heroicznie podtrzymują go w istnieniu. Widać więc, że są możliwości, by w sposób prawie że dosłowny naśladować naszych aniołów.

To tylko część z tego, czego możemy nauczyć się od aniołów. Patrzmy na nich w ten sposób, a na pewno nasze zainteresowanie przełoży się na coś dobrego.

Tomasz Powyszyński
Któż jak Bóg 6/2017

Głeboki sens

Ogłoszenia parafialne

NIEDZIELA – 14.01.2018 – II ZWYKŁA

08:00     Za ++ rodziców Walerię i Jana Grzyb

10:30     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski w rodzinach Paluch i Kmiecik

PONIEDZIAŁEK – 15.01.2018 – Dzień powszedni

17:00     Za ++ Aleksandra Kania, Piotra Jankowicz oraz + dawcę serca dla Mateusza Jankowicza

WTOREK – 16.01.2018 – Dzień powszedni

17:00     Za + Henryka Madera

ŚRODA – 17.01.2018 – Św. Antoniego, Opata

17:00     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski dla Wiktorii Laskowskiej z okazji 12. rocznicy urodzin

18:00     Za + Stefanię Wiercińską w rocznicę śmierci oraz ++ z rodziny

CZWARTEK – 18.01.2018 – Dzień powszedni

Nie będzie Mszy Świętej

PIĄTEK – 19.01.2018 – Św. Józefa Sebastiana Pelczara, biskupa

17:00     Za ++ rodziców Jana i Janinę Kantyka

SOBOTA – 20.01.2018 – Dzień powszedni

08:00     Za + Jana Kurowskiego w 12. rocznicę śmierci

NIEDZIELA – 21.01.2018 – III ZWYKŁA

08:00     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski w rodzinie Tomasza Blicharskiego

10:30     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski dla Pauli Sitnik i Moniki Laskowskiej z okazji 18. rocznicy urodzin

 

  1. Świętujemy dziś 2. Niedzielę Zwykłą w ciągu roku.
  2. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.
  3. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. Polecam przeczytać artykuł o świętym Stanisławie Kostce, który jest nie tylko patronem młodzieży, ale też Polski. Artykuł odpowiada na pytanie, jak to się stało, że w tym młodym jezuickim nowicjuszu ujrzano obrońcę łacińskiej cywilizacji?
  4. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny od n-ru 21 – P. Ciastoń do n-ru 23 – P. Dżugała, Zając, Oleksy. Dziękuję rodzinom: Spyrka, Basta, Niewiedział, Kantyka, Przymus, Dyba, Wierciński, Bałos za posprzątanie świątyni.