Wypuścić w lepszym stanie, niż przyszedł

Jedną z największych pokus, jaką szatan wzbudza w sercu człowieka, by odciągnąć go od spowiedzi, jest: „Po co masz klękać w konfesjonale przed kimś, kto też jest tylko człowiekiem i też grzeszy? Idź do lasu, Bóg jest wszędzie! Wykrzycz swoje grzechy, napisz na kartce i spal – to jakoś do Boga dojdzie”. A jednak Pan Bóg wymyślił to tak, że mam uklęknąć przed kapłanem i jemu powiedzieć swoje grzechy. Wiedząc jednocześnie, że w nim sam Chrystus słucha mojej spowiedzi.

Pokusa pychy

Pycha jest potężnym grzechem, a spowiedź daje nam możliwość walki z nią – właśnie przez osobę kapłana. Pięknie mówił o tym Jan Maria Vianney: „Spróbuj poprosić Maryję albo aniołów, żeby cię wyspowiadali. Chociaż są w niebie i są tak blisko Boga, to nie mogą. A zwykły ksiądz, chociażbyś go nie lubił, ma moc odpuszczenia grzechów”. I tę prawdę trzeba przyjąć, że do odpuszczenia grzechów potrzebny jest kapłan. Księża też się spowiadają u siebie nawzajem, więc nie jest to tylko problem ludzi świeckich. Ksiądz sam siebie rozgrzeszyć nie może, więc nawet biskup i papież spowiada się u drugiego człowieka.

Krok ponad lękiem

Pokusa podsuwana przez szatana może się objawić pychą („Dlaczego mam mówić innemu człowiekowi swoje grzechy?”), ale także strachem („Zostanę oceniony!”). Nikt z nas nie lubi być oceniany, więc w odniesieniu do spowiedzi zaczyna się tworzyć naturalna bariera. Jednak spowiednik nie ma prawa cię ocenić, on ma cię wypuścić z konfesjonału w lepszym stanie niż przyszedłeś – tak nas uczą w seminarium. Do tego Kościół daje niesamowitą gwarancję i pewność ludziom, którzy się spowiadają – jest nią tajemnica spowiedzi. Znam bardzo wielu księży. Spotkałem w swoim życiu takich, którzy są dla mnie wzorem, jak i tych, których nie chciałbym naśladować. Natomiast nigdy nie spotkałem księdza, który by się nie przejmował tajemnicą spowiedzi. To bardzo poważna sprawa, ponieważ kapłan zdradzający tajemnicę spowiedzi – podlega karze ekskomuniki. I nie spotkałem takiego, który by lekceważąco do tego podchodził. Nie warto też się przejmować, że ksiądz zapamięta moje grzechy. Proszę sobie wyobrazić spowiedź od jego strony: siedzi w konfesjonale, co chwilę przychodzą ludzie, mówią o swoim życiu i o swoich grzechach. Choćby i chciał, nie jest w stanie tego wszystkiego zapamiętać. Konfesjonał jest jak pralka – ludzie wchodzą do niego z brudnym sumieniem, a wychodzą z czystym. Ale te brudy tam zostają, co nie jest ani przyjemne, ani fascynujące. Fascynujące i niesamowite jest to, że Pan Bóg to wszystko odpuszcza! To przepiękny moment, kiedy mogę udzielić rozgrzeszenia…

Ekskluzywny grzesznik?

Możesz mieć pokusę, by myśleć, że jesteś wyjątkowym grzesznikiem: „Zobacz, nikt tak nie grzeszy jak ty”. Mówi się, że szatan kusi dwa razy: przed grzechem mówi: „Zrób to, będzie fajnie” – a po: „Widzisz, jednak to zrobiłeś! Jesteś do niczego”. Może pojawić się myśl: „Co ksiądz o mnie pomyśli? Na pewno się nie spodziewa, że mogę mieć takie grzechy. Zgorszy się, wybiegnie z krzykiem z konfesjonału”. To jest pokusa wyjątkowości twojego grzechu. A prawda jest taka, że ksiądz niczym się nie zgorszy ani nie zdziwi – wystarczy, że choć trochę posiedział w konfesjonale. Do tego zna też swoje życie i swoje grzechy. Świadomość własnego grzechu pomaga mu w nieocenianiu. Dlatego strach przed księdzem naprawdę nie ma sensu. Kościół daje nam jeszcze jedną, piękną możliwość. Chrzest powinieneś przyjąć we własnej parafii, Pierwszą Komunię też, podobnie jest ze ślubem i pogrzebem – a jeśli chcesz to zrobić w innej parafii, twój proboszcz musi dać ci na to pozwolenie (nie ma z tym zazwyczaj problemów). Natomiast spowiedź nie jest niczym ograniczona – możesz się spowiadać, gdzie chcesz, i wybrać takiego spowiednika, jakiego chcesz.

Poszukaj dobrego spowiednika

Spotykam czasem ludzi, których ksiądz źle potraktował podczas spowiedzi. Po takim doświadczeniu mają blokadę i nie chcą się spowiadać. Może zdarzyło się to i tobie. Przepraszam cię w imieniu tego księdza. Pamiętaj jednak, że nie spowiadając się, nie szkodzisz tamtemu spowiednikowi (on sobie dalej żyje), natomiast ty odsuniesz się od Chrystusa. Warto spróbować przebaczyć temu księdzu i zapomnieć. Gdy byłem klerykiem, poszedłem się wyspowiadać do katedry we Wrocławiu. Powiedziałem swoje grzechy i usłyszałem: „Nie dostaniesz rozgrzeszenia, bo nie żałujesz”. Zatkało mnie! Próbowałem się bronić, mówiąc, że samo to, iż przyszedłem, oznacza, że żałuję. Ksiądz mi odpowiedział: „Nie dyskutuj ze mną! Wyjdź, nie dostaniesz rozgrzeszenia”. Wyszedłem z katedry, obszedłem ją kilka razy w koło, żeby dojść do siebie, i wróciłem. Poszedłem do innego księdza, wyspowiadałem się i dostałem rozgrzeszenie. Nie mam pojęcia, czy tamten ksiądz miał gorszy dzień, czy coś go wcześniej zdenerwowało, czy może ja rzeczywiście tak o swoich grzechach mówiłem, że wyglądało na to, że nie ma we mnie żalu. Ale najgłupszą rzeczą, jaką bym wtedy zrobił, byłoby zdjęcie sutanny i powiedzenie: „Odchodzę z zakonu, odchodzę z Kościoła, nie będę się więcej spowiadał, bo ten ksiądz mnie skrzywdził”. Ten problem bierze się też stąd, że często spowiadamy się na chybił trafił. A przecież spowiedź to leczenie duszy. Tak jak szukamy dobrych lekarzy, tak warto szukać dobrych spowiedników. Mogę popytać innych, mogę też szukać samemu, weryfikując kolejnych kapłanów („Wyspowiadałem się raz i więcej do niego nie pójdę”). Zobacz, ile czasu poświęcasz na to, żeby wybrać dobry sprzęt: telefon, aparat fotograficzny, samochód. Ludzie spędzają godziny na portalach internetowych, czytają opinie, zastanawiają się – bo muszą wydać pieniądze. A kwestia spowiedzi to najważniejsza sprawa, bo dotycząca życia wiecznego! Warto poświęcić trochę czasu, by znaleźć dobrego spowiednika, któremu zaufasz na dłużej. Gdy stanie się twoim stałym spowiednikiem, to odejdzie stres, że cię oceni czy źle potraktuje. Warto szukać dobrych spowiedników!

Impregnowani na łaskę

My, księża, też jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoje emocje, lepsze i gorsze chwile. Chociaż mam obowiązek wypuścić penitenta w lepszym stanie, niż przyszedł – czasem jest to niemożliwe. Czasem penitent przychodzi z karteczką i mówi: „Będę chrzestnym i proszę mi to podpisać”, a nie chce się szczerze spowiadać ani nie żałuje… Kiedyś przyszedł mężczyzna, który nawet nie ukląkł, żuł gumę i powiedział: „Dogadamy się jakoś”. Nie ma nic gorszego, kiedy ktoś bezcześci sakrament przez swoją ignorancję! Nie mnie oceniać, co nim kieruje, ale w takiej sytuacji naprawdę trudno wypuścić go w lepszym stanie, niż przyszedł. On chce dostać podpis i tyle. I wyobraź sobie, że ty jesteś następny w kolejce do konfesjonału. Odchodzi taki ignorant, ja cały kipię jeszcze ze złości, a ty zaczynasz się spowiadać. Ze mnie te emocje jeszcze nie zeszły, więc choć staram się jak najgorliwiej spowiadać – możesz rykoszetem trochę oberwać.

Tłuste owce robią miejsce chudym!

I jeszcze jedna sprawa, szczególnie aktualna przed świętami. To okropnie denerwujące, kiedy w długich kolejkach przedświątecznych do konfesjonału widzi się ludzi, którzy co tydzień i częściej są w kościele, a do spowiedzi przychodzą na ostatni moment. Kiedy już wszystko ugotowane, uprane, wysprzątane – w ostatniej chwili przypominają sobie: „Ojej, jeszcze spowiedź!”. A jak to wygląda od strony księdza? Wiem, że za kilka godzin zaczyna się liturgia. Kolejka tak długa, że nie uda mi się jej „przerobić”, a nie chcę zostawić nikogo na święta bez rozgrzeszenia. Co zrobić? Odpuścić sobie gorliwość i zamienić spowiadanie w fabrykę? Wszyscy patrzą na zegarek, a tu nagle ktoś klęka i mówi: „Ostatni raz byłem u spowiedzi pięćdziesiąt lat temu…”. I co ja mam zrobić – potraktować go „na szybko”? Dać mu telefon i powiedzieć: „Umówmy się po świętach, bo widzi pan, dzisiaj nie pogadamy”? Powiedzieć wszystkim: „Proszę odejść, bo ja tu muszę dłużej porozmawiać”? To są straszne dylematy! Dlatego warto te ostatnie chwile przed świętami zostawić ludziom, których Pan Bóg po wielu latach poruszył. Może ktoś przyszedł z koszyczkiem na święconkę, bo go żona wysłała – ale w kościele coś go ruszyło, więc po latach chce się wyspowiadać? A tu kolejki tych, którzy są co tydzień, może nawet w rekolekcjach uczestniczyli, ale zostawili spowiedź na ostatnią chwilę… Warto szukać dobrych warunków do spowiedzi i umówić się – nie w czasie Mszy świętej, kiedy organy grają, ksiądz głośno mówi kazanie, przy konfesjonale stoi kolejka, a z tyłu ktoś komentuje: „O, tyle się spowiada! Ale grzesznik!”. Módl się o dobrego, stałego spowiednika i szukaj czasu na spowiedź poza Eucharystią. Naprawdę wielu księży umawia się z penitentami na spowiedź osobiście, na konkretny czas. To komfort dla jednej i drugiej strony. I zanim ocenisz księdza, że źle cię potraktował – pomyśl, czy sam na poważnie podchodzisz do spowiedzi.

o. Marcin Kowalewski CMF
Szum z Nieba nr 139/2017

Opowieść o pokutnikach

Bractwa Najświętszego Krzyża asystują pokutnikom podczas drogi, sprawdzają, czy rany na plecach nie są zbyt dotkliwe, wykonują finalne uderzenia „gąbką", a następnie okrywają ich plecy wełnianymi brązowymi płaszczami. Po skończonym rytuale przemywają biczownikom rany wodą z rozmarynem i nacierają plecy balsamem o tajemnej recepturze, który ułatwia gojenie się skaleczeń. Są nie tylko opiekunami pokutników, ale też ich doradcami i przewodnikami duchowymi.

Wielki Piątek. Trzydziestu mężczyzn w białych tunikach rusza główną ulicą miasta. Ich twarze są ukryte pod białymi spiczastymi kapturami. Idą boso, z odsłoniętymi plecami, niektórzy potykają się o przywiąza­ne do nóg łańcuchy. W pewnym momencie wszyscy zaczynają ryt­micznie chłostać swoje plecy pięciokilowymi biczami z powrozów. Jed­no uderzenie z lewej, jedno z prawej. I znowu: z lewej, i z prawej... Po około tysiącu uderzeń towarzyszący mężczyznom pomocnicy wymie­rzają im dwa dodatkowe ciosy w lędźwie tzw. gąbką, czyli kawałkiem pszczelego wosku z zatopionymi w nim sześcioma odłamkami szkła. Nie wiadomo ani kim są pokutnicy, ani za jakie przewinienia zadają sobie taki ból

To nie jest opis zaczerpnięty ze średniowiecznych kronik, ale zupełnie współczesny obrazek, który można oglądać w miejsco­wości San Vicente w Hiszpanii. Prawdopodobnie od XV w. ten niezwykły rytuał towarzyszy tutejszym obchodom świąt wielkanocnych. W każdym razie z tego okresu pochodzą pierwsze wzmianki o pokutnym Brac­twie Najświętszego Krzyża (Cofradía de la Santa Vera Cruz). To ono, nieprze­rwanie od pięciu stuleci, każdego roku przygotowuje miejskie uroczystości wiel­kanocne. Wielkopiątkowa procesja biczowników jest tylko ich małą, choć niezwy­kle ważną częścią. Innym bardzo charakterystycznym elementem tych obcho­dów jest droga krzyżowa, podczas której niesione są pasos – naturalnej wielkości rzeźby przedstawiające sceny Męki Pańskiej. Ważą po kilka ton. Modlitwą przed pasos biczownicy rozpoczy­nają swoją procesję.

Członkowie Bractwa Najświętszego Krzyża asystują pokutnikom podczas drogi, sprawdzają, czy rany na ple­cach nie są zbyt dotkliwe, wykonują finalne uderzenia „gąbką", a następnie okrywają ich plecy wełnianymi brązowymi płaszczami. Po skończonym rytuale przemywają biczownikom rany wodą z rozmarynem i nacierają plecy balsamem o tajemnej recepturze, który ułatwia gojenie się skaleczeń. Są nie tylko opiekunami pokutników, ale też ich doradcami i przewod­nikami duchowymi. Do końca też dbają o za­chowanie anonimowości uczestników procesji. O biczownikach wiadomo jedynie tyle, że są to na pewno dorośli, zdrowi mężczyźni, pobożni chrze­ścijanie (o czym zaświad­cza lokalny proboszcz), którzy z „dobrej woli" chcą zadośćuczynić za grzechy własne lub cudze. Takie wymagania stawia bractwo zgłaszającym się pokutni­kom. Kobiety nie mogą brać udziału w samobiczowaniu, ale czasem uczestniczą w procesji. Idą boso, ubrane w długie szaty, ciągnąc za sobą łańcuchy.

Bicze, ciernie i kajdany

W Hiszpanii istnieje kilkaset innych Bractw Najświętszego Krzyża, nie­jednokrotnie podejmują one bardzo podobne praktyki. Dlatego w regionie La Roja procesje biczowników są wydarzeniem dość często towarzyszącym obchodom Triduum Wielka­nocnego. Podobne rytuały można spotkać też w niektórych regionach Włoch. Przykładowo w Kampanii, na ulicach miejscowości Guardia Sanframondi co siedem lat odbywa się rytuał pokutny, w którym jedni biczownicy smagają swoje plecy, a drudzy kaleczą swoje torsy specjalnymi narzędziami z wystającymi gwoź­dziami.

W belgijskim mieście Veurne co roku odby­wa się procesja, podczas której ludzie ubrani w pokutnicze worki niosą krzyże. W Meksyku na­tomiast, w małej górskiej miejscowości Taxco, w Wielki Piątek maszerują zakapturzeni pokut­nicy. Mężczyźni mają wokół pasa zawiązane sznury, na plecach niosą drewniane krzyże, a w ręku cierniowe gałęzie albo pejcze, którymi się biczują. Za nimi podąża­ją kobiety ze spuszczonymi głowami, ubrane na czarno. Na nogach mają kajdany, w rękach świece i różańce.

Bracia...

Większość z tych zwy­czajów to pozostałości po praktykach niektórych średniowiecznych bractw pokutnych. Ich członkowie, a były to nieraz całe rodzi­ny, biczowali swe ramiona i plecy aż do krwi. Umartwiali się również w inny sposób: pościli lub nosili włosiennice. Niektórzy zakładali na kończyny żelazne obręcze albo też wdziewali kolczugi. W ten sposób próbowali wynagrodzić Bogu za grzechy nie tylko swoje, ale całego Kościoła. Szczególnie orędowali za wielkimi grzesznikami i zmarłymi.

Nie ma zgody wśród historyków co do tego, kiedy powstały bractwa pokutne. Jedni uważa­ją, że pierwszym takim bractwem było stowa­rzyszenie założone przez św. Bonawenturę w Rzymie w 1267 r., inni, że był nim ustanowiony przez św. Franciszka w 1221 r. Trzeci Zakon Pokutników. Szczególnie intensywnie pojawia­ły się w XVI i XVII stuleciu, do czego przyczynił się odnowiony na Soborze Trydenckim model życia religijnego i społecznego. Sprzyjał on powstawaniu nowych stowarzyszeń świeckich, które poświęcały się rozmaitym posługom: charytatywnym, ewangelizacyjnym, modlitew­nym.

Chociaż bractwa pokutne kojarzą się nam ze skrajną ascezą, ich statuty świadczą o tym, że nie ona była głównym przedmiotem i celem ich działalności. Bractwa pokutne oddawały się modlitwie za zmarłych, rozpamiętywaniu Męki Pańskiej i adoracji Najświętszego Sakramentu. Ich członkowie opiekowali się chorymi i więź­niami – zwłaszcza tymi, którzy byli skazani na śmierć. Doglądali konających, modlili się na pogrzebach. Podejmowali też rozmaitą działal­ność charytatywną. Zbierali datki dla najuboż­szych lub próbowali pomóc prostytuującym się z nędzy młodym dziewczynom. Charaktery­stycznym elementem stroju członków bractw pokutnych była długa tunika i zakładany na głowę spiczasty kaptur z wyciętymi otworami na oczy. W zależności od tego, czym dane bractwo zajmowało się w sposób szczególny, przypisany był mu inny kolor tego stroju: biały, czarny, szary, czerwony, zielony, niebieski lub fioletowy.

Heretycy...

Zdarzali się jednak i tacy pokutnicy, dla których umar­twienie i ból stawały się celem samym w sobie. Tak było z ruchem biczowników, którego początki także sięgają XIII w. Gorliwy francisz­kanin Rainero Fasani wy­korzystał ogłoszony przez biskupa okres pokuty i zwołał mężczyzn oraz młodych chłopców, by mocno obnażeni wylegli na ulice i publiczne się biczowali. Kobiety miały robić to samo w domu. Ruch flagellanów (od nazwy bicza, którego używali) błyskawicz­nie rozprzestrzenił się na całe Włochy, a w następnych latach także na Austrię, Niemcy, Czechy i inne europejskie kraje. Zwłaszcza w czasie wielkich epidemii częste były procesje i wędrówki półnagich biczujących się do krwi ko­biet i mężczyzn, niekiedy prowadzonych przez księży z krzyżami i chorągwiami.

Początkowo Kościół przychylnie patrzył na ich praktyki, ale z czasem zaczął krytycznie odnosić się do biczowników z powodu prze­sadnego pojmowania pokuty i głoszonych he­rezji – niektórzy biczownicy odrzucali bowiem sakramenty. Obawiano się także ekscesów, bo flagellanci zapamiętywali się w praktykach pokutniczych, popadając niemal w trans. Nie­rzadko ich procesje kończyły się orgiami. Ich obecność budziła przerażenie i wywoływała zbiorową histerię. Ostatecznie papież Klemens VI w 1349 r. zakazał procesji biczowników pod groźbą klątwy kościelnej. Część z nich podpo­rządkowała się Kościołowi, pozostali stworzyli sektę.

...i święci

Biczowanie nie zniknęło jednak całkowicie. Umiarkowane i kontrolowane przez przeło­żonych umartwienie ciała było dozwoloną praktyką pobożnościową w wielu zakonach. Znamy też świadectwa o świętych, którzy jej się podejmowali. Małgorzata z Kortony, słynąca z niezwykłej urody, nosiła na sobie włosiennicę i pas pokutniczy, surowo też pościła. Ponieważ uroda była dla niej przeszkodą w życiu ducho­wym – miała trudności ze znalezieniem kierow­nika duchowego, a potem długo nie chciano jej dopuścić do ślubów zakonnych – była gotowa nawet się oszpecić. Nie dostała jednak na to zgody od spowiednika.

Biczował się św. Dominik, co utrwalone i przekazane zostało przez jego współbraci, któ­rzy podglądali go podczas modlitwy. Podobne świadectwa o korzystaniu z biczy lub włosiennicy pozostały po św. Franciszku Salezym, św. Janie Marii Vianneyu, św. Teresie od Dzieciątka Jezus, św. Faustynie Kowalskiej...

Niedawno włoski dziennik „La Stampa" opublikował relację z zeznań siostry Tobiany Sobótki podczas procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Siostra Sobótka pracowała w watykańskich apartamentach Jana Pawła II. Zakonnica zeznała, że bliscy współpracow­nicy Karola Wojtyły mieli czasem słyszeć, że papież zadaje sobie taką pokutę: „Robił to, gdy jeszcze był w stanie poruszać się o własnych siłach". Jej zeznania potwierdził również biskup Emery Kabongo, długoletni sekretarz Jana Pawła II.

U Franciszka i u Magdaleny

W Polsce istnieją obecnie dwa bractwa po­kutne. Arcybractwo Męki Pańskiej działa przy krakowskiej bazylice oo. Franciszkanów, a Bractwo Pokutne św. Marii Magdaleny przy kościele parafialnym w Zalasie k. Krzeszowic. Obydwa mają bardzo długą tradycję. Pierwsze zebranie krakowskiego bractwa odbyło się w 1595 r. Arcybractwo było jedynym stowarzysze­niem, które w Wielki Czwartek miało przywilej wykupywania z więzienia dłużników oraz wy­stępowania do władz miejskich lub do króla o ułaskawienie jednego ze skazanych na śmierć.

Ułaskawieni przestępcy brali udział w procesji z ratusza do Kaplicy Męki Pańskiej w bazylice franciszkanów. Ocalony od śmierci szedł mię­dzy dwoma braćmi, ubranymi w czarne habity z nasuniętymi na twarze kapturami. W jednej ręce niósł zapaloną świecę, a w drugiej trupią czaszkę. W kaplicy skazańcowi zdejmowano kajdany. Razem z wykupionymi dłużnikami leżał on krzyżem i słuchał kazania. W Wielki Piątek Arcybractwo odbywało długą procesję połączoną z biczowaniem do siedmiu wybra­nych kościołów krakowskich. W czasie zabo­rów, a potem po II wojnie światowej większość przywilejów Arcybractwa została zniesiona, a nabożeństwa zakazane.

Obecnie liczące ok. dwudziestu członków Arcybractwo w każdy piątek Wielkiego Postu odprawia oryginalne nabożeństwo piętnastu Stopni Męki Pańskiej. Jedną z jego części jest tzw. Procesja jerozolimska, podczas której ubrani na czarno bracia, w czarnych kapturach, idą i śpiewają: „Memento homo mori. Pamiętaj człowiecze na śmierć, a za grzechy pokutuj". Brat będący najdłużej w Arcybractwie niesie krzyż. Dwaj najstarsi wiekiem bracia niosą umieszczone na drzewcach prawdziwe czaszki mężczyzny i kobiety.

Natomiast bractwo z Zalasu istnieje nieprze­rwanie od 1709 r. Dziś nie prowadzi już działal­ności charytatywnej. Do głównych obowiązków pokutników należy udział w uroczystościach Triduum Paschalnego i odpustach parafialnych w strojach pokutnych ze świecami. Każdego dnia powinni także odmawiać trzy razy Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu i Wierzę w Boga za żyjących i za zmar­łych.

Jak mówi jeden z braci-pokutników: „Samo uświa­domienie sobie tu i teraz, że kiedyś odpowiemy za wyrządzone zło, jest trudnym zadaniem w dzisiejszych czasach. Można pokutować niecieleśnie". Zostaje modli­twa…

Pokutnicza turystyka

Wbrew temu stwierdzeniu w krajach zachodnich roz­powszechnia się moda na tzw. turystykę pokutniczą. Majętni ludzie, zamiast spędzać wakacje w luksu­sowych hotelach, wybierają „szkoły przetrwania", gdzie drastycznie ogranicza im się posiłki i zmusza do wy­siłku fizycznego znacznie przekraczającego ich możliwości. Dużo płacą też za to, by przez dwa tygodnie być wolonta­riuszami w Afryce albo znaleźć się pod obstrza­łem karabinów na terenach ogarniętych wojną. Wydają duże sumy pieniędzy, by doświadczyć bólu i głodu.

W Polsce biura podróży nie wyspecjalizowa­ły się jeszcze w takich ofertach. Za to coraz po­pularniejsze są pustelnie i turnusy „głodówkowe". Najbardziej znana jest Pustelnia Złotego Lasu, w dawnym klasztorze oo. Kamedułów w Rytwianach. Przybywający tu pokutnicy muszą przy wejściu zdeponować laptopy i telefony komórkowe. Mogą za to na miejscu skorzystać z opieki duszpasterskiej i psychologicznej. Przygotowane są trzy rodzaje turnusów: tera­peutyczny, odchudzający i pustelniczy.

Dla tych, którzy chcą spędzić urlop w samot­ni – zgodnie z zakonną regułą, rozkładem dnia i jadłospisem – przygotowane są także cele klasztoru oo. benedyktynów w Tyńcu pod Kra­kowem, kamedułów na Bielanach, franciszka­nów w Pińczowie oraz paulinów w Mochowie. Na szukające wyciszenia kobiety czekają zaś mniszki kamedułki ze Złoczewa. Natomiast dla tych, którzy chcą zakoszto­wać kilkudniowego postu, nie tylko po to, by schud­nąć, ale także ze względów zdrowotnych i duchowych, organizowane są kilku­dniowe turnusy głodówki leczniczej.

Rytuał biczowników z San Vincente został w 2005 r. ogłoszony przez hiszpań­skie Ministerstwo Prze­mysłu, Turystyki i Handlu atrakcją turystyczną regio­nu. Granica pomiędzy tym, co jest pokutą, a co rozryw­ką, wydaje się dość rozmy­ta. Można sobie zadawać ból i dla idei, i dla zabawy. Albo najlepiej połączyć jed­no z drugim: jak już poku­tować, to przyjemnie albo przynajmniej z wymiernym zyskiem. Gdzieś umyka, że łacińska poenitentia (po­kuta) wywodzi się nie tylko od słów poena tere, czyli „podlegać karze", ale także od słowa penitus, które oznacza „głęboko, aż do wnętrza". Soren Kierkegaard pisał o sobie: „Tak, jestem pokutnikiem. Nie mogę jednak pojąć tego, w co pobożnie wierzyło średnio­wiecze, jakoby Bogu podobało się, gdybym zaczął biczować siebie; wiem jedynie, że Bogu mogłoby się podobać głoszenie prawdy. To jest właśnie zadanie pokutnika". Pokutnik to ten, który ma odwagę powiedzieć prawdę o swojej słabości i o Bogu, który mu ją przebacza.

Marta Wielek
List 3/2010

Głęboki sens

Ogłoszenia parafialne

NIEDZIELA – 26.03.2017 – IV WIELKIEGO POSTU - LAETARE

08:00     Za + Józefa Szmorąg oraz ++ rodziców Paulinę i Michała; Annę i Mikołaja

10:30     Dziękczynno błagalna prośbą o potrzebne łaski dla Szymona, Przemysława i Katarzyny Łuczków. ROCZEK: Filip Świetlikowski

14:00     GORZKIE ŻALE

PONIEDZIAŁEK – 27.03.2017 – Dzień powszedni

18:00     Za + Romana Łagosz w 3. rocznicę śmierci

ŚRODA – 29.03.2017 – Dzień powszedni

18:00     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski w rodzinach Krzyżak i Nowicki

CZWARTEK – 30.03.2017 – Dzień powszedni

18:00     Za ++ Józefę i Józefa Nowak oraz + Józefę Szymczak

PIĄTEK – 31.03.2017 – Dzień powszedni

17:30    DROGA KRZYŻOWA i MSZA ŚW. SZKOLNO-MŁODZIEŻOWA: Za ++ z rodzin Urbaniec i Majerski . Po Mszy św. katecheza dla kandydatów przygotowujących się do sakramentu bierzmowania

SOBOTA – 01.04.2017 – Dzień powszedni

08:00     Za + ojca Franciszka Malazdrewicz oraz ++ z rodziny

NIEDZIELA – 02.04.2017 – V WIELKIEGO POSTU

08:00     Za ++ rodziców Jana i Wiktorię Nosal, + siostrę Kazimierę oraz + brata Bronisława

10:30     Dziękczynno błagalna z prośbą o potrzebne łaski w rodzinie Joanny i Marcina Burakowskich

15:00     GORZKIE ŻALE

 

  1. Dzisiejsza IV Niedzielę Wielkiego Postu – LAETARE zwiastuje połowę okresu przygotowania do Wielkiej Nocy.
  2. Do sakramentu pokuty zapraszam od poniedziałku do soboty, 30 minut przed rozpoczęciem Mszy św.
  3. Przymiarka strojów dla dzieci pierwszokomunijnych we wtorek o godz. 16:00.
  4. W piątek Msza św. szkolna i młodzieżowa. Rozpoczniemy nabożeństwem Drogi Krzyżowej. Po Mszy św. spotkanie dla kandydatów do bierzmowania.
  5. Za tydzień po Mszach świętych, z racji zbliżających się świąt Wielkanocnych przed kościołem odbędzie się zbiórka do puszek na kwiaty do Bożego Grobu i świąteczny wystrój świątyni.
  6. Za tydzień w naszym kościele, po Mszach świętych Szkoła Podstawowa ze Starego Lasu zorganizuje kiermasz wyrobów świątecznych z okazji świąt Wielkiej Nocy. Będzie można kupić palmy na Niedzielę Palmową, ciasta i inne ozdoby wykonane przez uczniów naszej Szkoły. Dochód ze sprzedaży będzie przeznaczony na wycieczkę dla dzieci. Serdecznie zapraszam i dziękuję za zainteresowanie.
  7. W zakrystii można nabyć Gościa Niedzielnego. W dzisiejszym numerze polecam ciekawy artykuł, który przypomina co jest celem Kościoła. Autor artykułu mówi, że zadaniem Kościoła jest walka o zbawienie ludzi, a nie naprawianie tego świata.
  8. Do sprzątania kościoła zapraszam rodziny: od n-ru 37 – P. Szymczak do n-ru 40 – P. Kuźma. Serdecznie dziękuję rodzinom: Kłakowicz, Sadowski, Ćwirzeń, Burakowski, Janik, Nicpoń i Duda za posprzątanie świątyni.
  9. Podziękowanie: za udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żalach oraz za kolejną wpłatę na remonty i inwestycje przy kościele.